
Podszedł do umywalki, by umyć ręce. Był pełen podziwu dla siebie za te przygotowania. To właśnie planowanie i zwracanie uwagi na szczegóły sprawiały, że osiągnął taki sukces w swym fachu.
Przez chwilę pomyślał o tym, co dalej. Zamierzał zabrać Rachel Walling na wycieczkę. Pod jej koniec pozna otchłanie ciemności. Jego ciemności. Zapłaci za to, co mu zrobiła.
Poczuł, że dostaje wzwodu. Odszedł od zlewu i wszedł z powrotem do kabiny. Próbował myśleć o czymś innym. Słuchał podróżnych wchodzących do toalety i wychodzących z niej, załatwiających potrzeby, myjących się. Jeden z nich nawet tu gadał przez komórkę. W toalecie potwornie śmierdziało. Ale to nic. Zapach jak w tunelu, gdzie ponownie przyszedł na świat, przez krew i mrok, tyle lat temu. Gdyby tylko wiedzieli, kto siedzi tutaj obok nich.
Przez chwilę miał wizję ciemnego, bezgwiezdnego nieba. Padał w tył, trzepocząc rękoma, bezpiórymi, bezużytecznymi skrzydełkami wypchniętego z gniazda pisklęcia.
Ale przeżył i nauczył się latać.
Zaczął się śmiać – nogą spuścił wodę, żeby zagłuszyć ten dźwięk.
– Pieprzcie się wszyscy – szepnął.
Odczekał, aż wzwód zelżeje, dumając nad jego przyczyną i uśmiechając się. Doskonale znał swój profil psychologiczny. Pomiędzy władzą, seksem i spełnieniem jest zaledwie nanometr różnicy, jeśli popatrzeć na ciasno ułożone synapsy w szarych zwojach mózgu. W tych wąskich kanałach wszystko sprowadza się do tego samego.
Kiedy był gotów, ponownie spłukał toaletę, pamiętając, by zrobić to butem, i wyszedł z kabiny. Jeszcze raz umył ręce i obejrzał się w lustrze. Uśmiechnął się. Był nowym człowiekiem. Rachel go nie pozna. Nikt go nie pozna. Czując pewność siebie, rozpiął torbę z logo MGM i zerknął na swój aparat cyfrowy. Spoczywał tam, gotowy do pracy. Postanowił, że zaryzykuje i zrobi Rachel kilka zdjęć. Tak tylko, na pamiątkę, parę potajemnych fotek do oglądania i podziwiania, kiedy już będzie po wszystkim.
