Było tam pusto, żadnego podróżnego. Za kontuarem nie stał pracownik linii lotniczych stukający w komputer i sprawdzający bilety. Lecz Backus wiedział, że to tylko dlatego, iż przyszła za wcześnie. Oboje przyszli za wcześnie. Lot do Las Vegas będzie odprawiany przy stanowisku K9 dopiero za dwie godziny. Wiedział to, bo też leciał tym samolotem. W pewnym sensie był aniołem stróżem Rachel Walling, milczącą eskortą, która nie odstąpi jej aż do celu podróży.

Podszedł do bramki, uważając, by nie rzucało się w oczy, że na nią zerka. Był ciekaw, jak spędzi czas oczekiwania na następny lot.

Na prawym ramieniu powiesił wielką torbę z łaciatej krowiej skóry; gdyby uniosła wzrok, jej uwagę zwróci raczej torba, nie twarz. Nie bał się, że go rozpozna. O to zatroszczył się wcześniej, wiele wycierpiał podczas tych wszystkich operacji. Mogła jednak poznać, że leciał z nią z Rapid City. A tego nie chciał. Nie zamierzał obudzić jej podejrzliwości.

Gdy rzucał Rachel ukradkowe spojrzenie, jego serce nagle zabiło. Miała spuszczoną głowę, czytała książkę – starą i wyświechtaną. Spomiędzy stron wystawało mnóstwo żółtych karteczek. Ale on rozpoznał okładkę i tytuł. „Poeta”. Czytała o nim!

Przyspieszył kroku, żeby nie poczuła, że ktoś ją obserwuje, i nie uniosła wzroku. Minął dwa kolejne stanowiska i wszedł do toalety. Starannie zamknął drzwi kabiny. Powiesił torbę na wieszaku na drzwiach i szybko zabrał się do pracy. Zdjął kowbojski kapelusz i kamizelkę. Siadł na sedesie i ściągnął także kowbojki.

Backus w pięć minut przeobraził się z kowboja z Dakoty Południowej w gracza z Las Vegas. Włożył jedwabne ubranie, złoto, kolczyk i ciemne okulary. Do paska przypiął krzykliwy, chromowany telefon komórkowy, pomimo że nie miał do kogo dzwonić i do niego też nikt nie będzie dzwonił. Z torby wyciągnął inną torbę, dużo mniejszą, ozdobioną lwem z logo Metro-Goldwyn-Mayer.

Wepchnął do niej części swej poprzedniej skóry i wyszedł z kabiny, przewieszając torbę przez ramię.



33 из 285