– No dobra – powiedział, wstając. – Jedno drukuje się z minutę. I jak wychodzą, jeszcze się trochę kleją. Trzeba je będzie rozłożyć, żeby całkiem wyschły. Idę na górę, zobaczę, co jest w dzienniku czarterów o tym tajemniczym osobniku.

Kiedy poszedł, zasiadłem przed komputerem. Obserwowałem, co robi ze zdjęciami, a ja szybko się uczę. Wróciłem do głównej listy i dwa razy kliknąłem na teczkę pod nazwą POCZTA. Otworzyła się tabelka z trzydziestoma sześcioma małymi zdjęciami. Kliknąłem na pierwsze, powiększyło się. Przedstawiało Gracielę pchającą wózek, w którym spała mała dziewczynka. Cielo Azul. Córka Terry'ego. Sceneria wyglądała na centrum handlowe. Zdjęcie było podobne do tych z tajemniczym mężczyzną, bo wyglądało, że Graciela nie wie, że jest fotografowana.

Odwróciłem się i spojrzałem przez drzwi na schodki prowadzące do salonu. Ani śladu Lockridge'a. Wstałem i po cichu wyszedłem do korytarza. Przez otwarte drzwi wśliznąłem się do łazienki. Przycisnąłem się do ściany i czekałem. Niebawem Lockridge przeszedł przez korytarz z dziennikiem w dłoniach. Poruszał się bardzo powoli, żeby nie wydać najmniejszego odgłosu. Zaczekałem, aż mnie minie, i wyszedłem za nim na korytarz. Patrzyłem, jak wchodzi do kajuty dziobowej, chcąc znów mnie zaskoczyć.

Ale to Lockridge się wzdrygnął, kiedy zauważył, że mnie w kabinie nie ma. Kiedy odwrócił się, stałem tuż za nim.

– Lubisz się podkradać do ludzi, co, Buddy?

– Nie, no skąd, naprawdę nie. Ja tylko…

– Nie rób tak ze mną, dobra? Co tam jest w tym dzienniku?

Jego twarz, pod wieczną opalenizną rybaka, przybrała różowy odcień. Ale dałem mu okazję do zmiany tematu i szybko z niej skorzystał.

– Terry zapisał jego nazwisko, ale nic więcej. „Jordan Shandy, pół dnia”. I tyle.

Otworzył książkę i obrócił ją, żeby pokazać wpis.



39 из 285