
Siadając na stołku, jeszcze raz wróciłem do komputera i zdjęcia przedstawiającego Gracielę z córką. Kliknąłem na strzałkę i pojawiło się następne. Znów zrobione w centrum handlowym, tym razem z większej odległości i trochę ziarniste. Było na nim widać jeszcze chłopca idącego za Graciela. Adoptowany syn, wywnioskowałem.
Na fotografii znajdowali się wszyscy oprócz Terry'ego. Czy on robił zdjęcie? Jeśli tak, dlaczego z takiej odległości? Ponownie kliknąłem strzałkę i szedłem dalej. Prawie wszystkie wykonano w centrum handlowym z dużej odległości. Na żadnym nikt z rodziny nie patrzył w stronę obiektywu ani nie był świadom jego istnienia. Po dwudziestu ośmiu podobnych zdjęciach sceneria się zmieniła – rodzina płynęła promem na Catalinę. Wracali do domu, a fotograf – razem z nimi.
Ta sekwencja liczyła tylko cztery zdjęcia. Na każdym z nich Graciela siedziała pośrodku tylnej części nadbudówki promu z chłopcem po jednej stronie, dziewczynką po drugiej. Fotograf stał blisko przodu kabiny, zdjęcie robił przez kilka rzędów siedzeń. Nawet gdyby Graciela go zauważyła, zapewne nie zdałaby sobie sprawy, że jest głównym celem obiektywu; pomyślałaby, że fotograf to po prostu jeszcze jeden turysta udający się na Catalinę.
Ostatnie dwa zdjęcia z trzydziestu sześciu były jakieś inne, jakby zrobione kiedy indziej. Na pierwszym był zielony drogowskaz przy autostradzie. Powiększyłem go i zauważyłem, że zdjęcie zrobiono przez szybę samochodu. Widziałem ramę przedniej szyby z jakąś nalepką w rogu i fragment deski rozdzielczej. A także kawałek ręki fotografa, spoczywającej na kierownicy, na godzinie jedenastej.
Drogowskaz sfotografowano na tle jałowego pustynnego krajobrazu. Napis głosił:
ZZYZX ROAD
1 MILA
Znałem tę drogę. A właściwie znałem ten znak. Zna go każdy z LA, kto jeździ samochodem do Las Vegas tak często jak ja. Mniej więcej w połowie autostrady nr 15 był zjazd na Zzyzx Road, zwracał uwagę niezwykłą nazwą i pewnie niczym więcej. Droga znajdowała się pośrodku pustyni Mojave i pewnie prowadziła donikąd. Żadnej stacji benzynowej, żadnego parkingu. Koniec alfabetu i koniec świata.
