
– Rachel, nie zaczynajmy znowu tak jak w Am…
– A dziś? Pojawiło się coś nowego?
– Mamy już dziesięć ciał. Oni myślą, że to już koniec. Przynajmniej w tym miejscu.
– Rozpoznane?
– Przeprowadzana jest identyfikacja. Informacje są niepewne, ale dadzą się poskładać.
– Jest tam Brass Doran?
– Nie, ona jest w Quantico. Pracuje w…
– A powinna tam być. Ludzie, czy wy nie wiecie, coście znaleźli? Ona…
– Rachel, spokojnie, dobrze? Zapamiętaj jedną rzecz: ja jestem agentem prowadzącym tę sprawę, okay? Ty nie prowadzisz tego śledztwa. Jeśli będzie ci się to mylić, nic nam się nie uda.
– Ale to do mnie odezwał się Backus. To mnie wywołał.
– I dlatego tutaj jesteś. Ale nie ty reżyserujesz, Rachel. Masz stać z boku i obserwować. I muszę ci powiedzieć, że już sam początek mi się nie podoba. To nie jest jakieś „Wożąc miss Rachel”. Byłaś moją opiekunką, ale dziesięć lat temu. Teraz siedzę w behawioralnym dłużej niż ty i przestudiowałam więcej spraw niż ty. Więc nie patrz na mnie z góry i nie zachowuj się jak moja niania albo matka.
Rachel z początku nic nie odpowiedziała, potem po prostu poprosiła Dei, żeby się zatrzymała. Chciała wyciągnąć kurtkę z torby, która była w bagażniku. Dei wjechała na parking Travel America na Blue Diamond Road i otworzyła kufer.
Gdy Rachel wróciła do samochodu, miała na sobie obszerną, czarną kurtkę, która wyglądała na męską, odpowiednią na każdą pogodę. Dei nie skomentowała.
– Dziękuję – powiedziała Rachel. – I przepraszam. Masz rację. Myślę, że też byś się taka zrobiła, gdyby okazało się, że twój szef – i mentor – jest wcieleniem zła, na które polowałaś przez całe życie. I gdybyś ty też została za to ukarana.
– Rozumiem, Rachel. Ale to nie tylko Backus, było jeszcze dużo rzeczy. Ten reporter, niektóre decyzje, które podjęłaś. Ludzie mówią, że miałaś szczęście, że po tym wszystkim w ogóle jeszcze pracujesz w Biurze.
Rachel zapiekła twarz.
