
– Pięć lat w Dakocie Północnej, potem awans do Dakoty Południowej – powiedziała cicho. – Jasne, miałam szczęście.
– Posłuchaj: wiem, że już za to zapłaciłaś. Chodzi mi tylko o to, żebyś tutaj znała swoje miejsce. Trochę finezji. Tę sprawę obserwuje dużo osób. Jeśli właściwie rozegrasz swoją kartę, może stać się dla ciebie przepustką do powrotu.
– Rozumiem.
– To dobrze.
Rachel sięgnęła pod fotel i odchyliła oparcie do pozycji półleżącej.
– Jak mówiłaś? Ile się jedzie? – zapytała.
– Mniej więcej dwie godziny. Przeważnie latamy helikopterami z Nellis, oszczędza się kupę czasu.
– Nie zwraca to uwagi?
Pytała o media, czy jeszcze nie wyciekła do nich informacja o śledztwie na pustyni.
– Trzeba było ugasić parę pożarów, ale na razie się udaje. Miejsce przestępstwa jest w Kalifornii, a my dojeżdżamy tam z Nevady. Chyba dzięki temu przykrywka się jeszcze trzyma. Mówiąc szczerze, właśnie z tego powodu niektórzy się ciebie obawiają.
Rachel na chwilę pomyślała o Jacku McEvoyu, tym reporterze.
– Nie ma podstaw do obaw – odparła. – Ja nawet nie wiem, gdzie on jest.
– Ale jeśli w końcu zwęszą tę sprawę, możesz się go w każdej chwili spodziewać. Napisał książkę o pierwszym etapie śledztwa. Świetnie się sprzedawała. Dam sobie rękę uciąć, że przyjedzie po ciąg dalszy.
Rachel pomyślała o książce, którą czytała w samolocie, a teraz miała w torbie. Nie była pewna, czy to temat, czy osoba autora kazała jej czytać ją tyle razy.
