
Uniósł brew.
– Chłopaki, przyprowadziliście striptizerkę?
– Też tak myślałem na początku, ale nie. To dziwka. Przez jego twarz przemknął grymas niesmaku.
– Cóż… Dzięki, żeście o mnie pomyśleli, ale nie skorzystam.
– Nie możesz! – oburzył się Junior. – Wiemy, co sądzisz o dziwkach, ale Różyczka to nie zwykła panienka z ulicy. Kurczę, nie. To dziwka z klasą. Jej przodkowie przypłynęli na „Mayflower" czy coś takiego. No, Różyczko, powiedz mu.
Do tego stopnia pochłonęło ją analizowanie faktu, że o niej, doktor Jane Darlington, mówi się „dziwka", że dopiero po chwili zdobyła się na odpowiedź:
– Jeden z Budów służył u Milesa Standisha. Chris zerknął na Melvina.
– Znam go. Chyba grał dla Niedźwiedzi w latach osiemdziesiątych? Melvin parsknął śmiechem.
– Do licha, Chris, niczego cię nie nauczyli w college'u?
– Grałem w piłkę, nie miałem czasu na bzdury. A teraz najważniejsze są urodziny Bombera. Chłopaki,, kupiliśmy mu najlepszy możliwy prezent, a on odmawia!
– Pewnie jest za stara! – stwierdził Willie. – Mówiłem, że trzeba było znaleźć młodszą, ale upieraliście się, że nie może być podobna do Kelly. Ma tylko dwadzieścia cztery lata, Cal, słowo.
No i odmłodzili ją o kolejny rok.
– Nie możesz zrezygnować. – Chris naburmuszył się jak dziecko. – To twój prezent urodzinowy. Musisz ją… eee, bzyknąć.
Czuła, że się rumieni, ale nie chciała, by to zauważyli, więc obróciła się na pięcie, udając, że z zainteresowaniem ogląda salon. Wszystko w nim było drogie, ale nieciekawe: wieża stereo, szara kanapa, duży telewizor, biały dywan. Na podłodze poniewierały się plastikowy kubek, kubełek z KFC, puste opakowanie po płatkach śniadaniowych. Nie dość, że głupi, to bałaganiarz. Na szczęście nie jest to cecha dziedziczna, więc jej nie obchodzi.
Przerzucił kij golfowy z jednej ręki do drugiej.
– Wiecie co, chłopaki? Ludzie w kółko wymieniają prezenty. Może wymienię ją na porządny obiad?
