Nie może tego zrobić! Nie znajdzie równie idealnego kandydata na ojca.

– Cholera, Bomber, ona jest droższa niż najlepszy obiad!

Zaintrygowało ją, ile kosztuje. Junior już wcześniej dał jej zwitek banknotów, które schowała nie licząc. Jutro z samego rana wpłaci wszystko na cel dobroczynny.

Opróżnił szklankę.

– Doceniam wasze starania, ale dzisiaj nie mam ochoty na dziwkę.

Wpadła w złość. Jak śmie tak o niej mówić! Czasami zawodziły ją uczucia, ale nie umysł, i teraz zdrowy rozsądek podpowiadał, że musi coś zrobić. Nie może tak łatwo zrezygnować. Jest doskonały. Musi go przekonać, że warto spróbować. Owszem, fizycznie jest przerażający i pewnie nie będzie delikatnym kochankiem, ale kilka minut szarpaniny to nic strasznego. Zresztą czy nie wybrała go właśnie dlatego, że stanowił jej przeciwieństwo pod każdym względem?

– No, dalej, Bomber – zachęcał Willie. – Jest niezła. Staje mi od samego patrzenia na nią.

– Więc ją weź. – Bonner skinął głową w stronę korytarza. – Wiesz, gdzie jest sypialnia.

– Nie!

Wszyscy patrzyli na nią.

Powtarzała sobie, że to tylko głupi piłkarz. Tabletki dodawały jej odwagi. Musi go przechytrzyć i tyle.

Nie jestem zabawką, którą można przekazywać z rąk do rąk. Pracuję na zlecenie imienne, w tym wypadku dla pana Bonnera. – Unikając jego wzroku, skupiła się na pozostałych. – Panowie, zostawcie nas samych.

– Dobry pomysł – stwierdził Melvin. – Chodźcie, chłopaki.

Nie musiał ich długo namawiać. Rzucili się do drzwi zaskakująco szybko, biorąc pod uwagę ich potężną budowę. Melvin odwrócił się w progu.

– Różyczko, nie zawiedź nas. Masz zrobić wszystko, czego zechce, jasne? Wszystko.

Przełknęła ślinę i skinęła głową. Chwilę później drzwi zamknęły się głośno.

Ona i mężczyzna zwany Bomberem zostali sami.

Rozdział trzeci

Jane obserwowała, jak piłkarz dolewa sobie whisky z butelki stojącej na stole. Unosząc szklankę do ust, przyglądał się jej jasnymi oczami, a spojrzenie miał tak groźne, że już sam jego wzrok by wystarczył, by spalić żyzne okolice na popiół.



28 из 259