
— Czy zobaczymy dzisiaj któregoś… z małych ludzi? — zapytała panna Tyk, kiedy ruszyły znowu w drogę.
— Nie wiem — odparła Akwila. — Miesiąc temu powiedziałam im, że odchodzę. O tej porze roku są bardzo zajęte. Ale zawsze jeden czy dwóch mnie pilnuje.
Panna Tyk natychmiast się rozejrzała. — Niczego nie widzę. Ani nie słyszę.
— I właśnie dlatego z całą pewnością gdzieś tutaj są — potwierdziła Akwila. — Kiedy mnie pilnują, zawsze jest nieco ciszej. Ale póki pani jest ze mną, nie pokażą się. Troszkę się boją wiedźm. To nic osobistego — dodała szybko.
Panna Tyk westchnęła.
— Kiedy byłam małą dziewczyną, wciąż marzyłam, że zobaczę praludka. Wystawiałam dla nich spodeczki z mlekiem. Oczywiście później dowiedziałam się, że nie to powinnam zrobić.
— Nie, powinna pani zaproponować im mocniejszy trunek — przytaknęła Akwila Podniosła wzrok na żywopłot i przez chwilę wydało jej się, że mignęła tam ruda czupryna. Dziewczynka uśmiechnęła się trochę nerwowo.
Akwila była, choć tylko przez kilka dni, królową tych postaci z baśni, przynajmniej na tyle, na ile ludzka istota może nią zostać. Trzeba też przyznać, że nazywała się wodzą, nie królową, i że powiedzieć w twarz Fik Mik Figlom, że są postaciami z bajki, może tylko ktoś, kto się prosi do bójki. Z drugiej jednak strony Fik Mik Figle zawsze są chętne do bitki i zawsze sprawia im ona wielką radość, także gdy nie mają wroga zewnętrznego, radzą sobie, bijąc się między sobą, a gdyby tak się zdarzyło, że któryś z Figli wylądowałby na bezludnej wyspie, przyłożyłby samemu sobie w nos, żeby nie wyjść z wprawy.
Technicznie rzecz biorąc, były mieszkańcami Krainy Baśni, z drugiej jednak strony zostały z niej wyrzucone, najprawdopodobniej za przebywanie w stanie nietrzeźwym. A teraz, ponieważ nigdy nie zapominają swojej wodzy…
…zawsze będą tam gdzie ona.
Nieustannie choć jeden z nich kręcił się gdzieś na farmie albo zataczał koła nad wzgórzami, latając na myszołowie.
