
— Mam pomysł, panie Rozboju. Ja, Strasznie Ciut Wojtek Wielkagęba. Moglibyśmy się przebrać.
Strasznie Ciut Wojtek Wielkagęba zawsze podawał swoje pełne imię. Wydawało mu się, że jeśli nie będzie przypominał ludziom, kimjest, zapomną o nim i wtedy zniknie. Jeśli ma się wzrost połowy dorosłego praludka, jest się naprawdę niedużym. Jeszcze odrobina i można byłoby uchodzić za dziurę w ziemi.
Wojtek był nowym bardem. Bard nie tylko śpiewa dla klanu, ale też układa pieśni bojowe. To niełatwe życie, zwłaszcza że niecałe spędza z tym samym klanem. Prawdę mówiąc, sam w sobie stano — wijednoosobowy klan. Bardowie wędrują pomiędzy różnymi klanami, aby pieśni i opowieści krążyły pomiędzy Figlami. Strasznie Ciut Wojtek przybył wraz z Joanną z klanu Długiego Jeziora. Jak na barda był bardzo młody, ale według Joanny zajęcie to nie miało ograniczeń wieku. Jeśli ma się talent, po prostu się zostaje bardem ijuż. A Strasznie Ciut Wojtek Wielkagęba znał wszystkie pieśni i potrafił grać na mysich dudach tak rzewnie, że aż deszcz zaczynał padać.
— No, mów, chłopcze — zachęcił go łagodnie Rozbój.
— Czy udałoby nam się wypełnić jakieś ludzkie ubranie? — zapytał Strasznie Ciut Wojtek Wielkagęba. — Bo jest taka stara opowieść o wielkiej waśni między klanem Trzy Szczyty i klanem Wichrowe Zakole. Chłopaki z Wichrowego Zakola uciekli w przebraniu stracha na wróble, a faceci z Trzech Szczytów wzięli ich za człowieka i trzymali się od nich z dala.
Pozostali spoglądali na niego zdziwieni i Strasznie Ciut Wojtek Wielkagęba uświadomił sobie, że rozmawia z chłopakami z Kredy, gdzie nikt niczego nie siał, więc i wróble się trzymały od tej krainy z dala, tak więc nikt tu nigdy nie uwidział stracha.
— Chodzi mi o takie straszydło — wyjaśnił — które się robi z kijów i starych ubrań, żeby odstraszyć ptaki od zbiorów. Rozumiecie?
