
We wszystkich rozmowach przeważała opinia, że „ktoś tu mocno pociągnął za sznurki” i że „trzeba wszystko inne odłożyć, bo zaangażowała się w to jakaś gruba ryba”.
W głębi duszy Rebus musiał się z tym zgodzić.
– Chcesz się czegoś napić – zwrócił się do chłopaka. – Kawy? Herbaty?
Costello przecząco potrząsnął głową.
– A ja mogę…?
Costello spojrzał na niego, wyraźnie nie rozumiejąc. Dopiero po chwili pojął, o co tamtemu chodzi.
– Proszę – powiedział. – Kuchnia jest… – Wyciągnął rękę, ale Rebus mu przerwał.
– Wiem gdzie, dzięki – rzekł. Wyszedł, zamknął za sobą drzwi i przystanął w holu zadowolony, że udało mu się wyrwać z dusznej atmosfery salonu. W skroniach mu pulsowało, a nerwy gałek ocznych wydawały się być naprężone. Z gabinetu dochodziły jakieś dźwięki. Rebus stanął w drzwiach i wsadził głowę do środka. – Idę nastawić czajnik.
– Dobry pomysł. – Mówiąc to, posterunkowa Siobhan Clarke nie oderwała nawet na chwilę wzroku od ekranu komputera.
– I co?
– Herbatę proszę.
– Ale miałem na myśli…
– Na razie nic. Listy do przyjaciół, jakieś prace semestralne. Jest tu do przejrzenia tysiąc e-maili. Przydałoby się znać jej hasło.
– Costello twierdzi, że mu go nigdy nie zdradziła.
Clarke odchrząknęła.
– Co to miało znaczyć? – spytał Rebus.
– To, że mnie drapie w gardle – odparła. – Dla mnie z mlekiem i bez cukru, dzięki.
Rebus zostawił ją i poszedł do kuchni. Napełnił czajnik wodą i rozejrzał się za kubkami i herbatą.
– Kiedy będę mógł wrócić do domu?
Rebus odwrócił się i spojrzał na stojącego w drzwiach Costello.
– Byłoby lepiej nie wracać. Wszędzie wokół pełno kamer i reporterów… Nie dadzą ci spokoju, będą dzwonić dniem i nocą.
– Wyłączę telefon.
– Będziesz jak w więzieniu. – Rebus zauważył, że chłopak wzruszył ramionami i powiedział coś, czego nie dosłyszał. – Słucham?
– Nie mogę tu siedzieć.
