William Tenn

Każda kocha Irvinga Bommera

Irving Bommer przepełniony smutkiem śledził dziewczynę w zielonej sukience, gdy nagle przydarzyła mu się rzecz absolutnie fantastyczna.

Usłyszał komplement!

Cyganka, która siedziała na kamiennym schodku przed swoim brudnym sklepikiem, pochyliła się i zawołała:

— Hej, paniczu!

A gdy złamał rytm ciężko człapiących stóp, żeby spojrzeć na nią i na wystawę pełną senników i książek o numerologii, ona odchrząknęła wydając taki dźwięk, jakby ktoś mieszał grulastą owsiankę.

— Hej, paniczu! No, ty, przystojniaku!

Irving zakołysał się na jednej nodze, zatrzymał się jak wryty i patrzył, jak zielona sukienka dziewczyny znika jednocześnie za rogiem ulicy i z jego życia.

Przez chwilę stał, niczym tknięty paraliżem. Nie ruszyłby się z sąsiedztwa tego rozkosznego komplementu nawet… nawet, gdyby sam pan Humphries, kierownik działu gospodarstwa domowego u Gregwortha, wynurzył się znienacka zza niewidzialnej lady i pstryknął palcami.

Ale wówczas, oczywiście… Są ludzie, dla których to jest śmieszne. Są tacy, zwłaszcza kobiety… Jego blade policzki zarumieniły się nieco, gdy łamał sobie niezbyt bystrą głowę, jakby tu odpowiedzieć — dowcipnie i zarazem ostro, tak żeby poszło jej w pięty.

— A-a-ch! — wymyśli na poczekaniu.

— Chodź no tu, przystojny paniczyku — rozkazała mu bez cienia szyderstwa. — W środku dostaniesz to, czego tak bardzo pragniesz. Ja to mam. Czego on bardzo pragnął? I skąd wiedziała? Nawet on, Irving Bommer, miał tylko bardzo mgliste o tym pojęcie. Ale bezwiednie poszedł w ślad za nią do ponurego wnętrza sklepu, którego całe umeblowanie stanowiły trzy składane krzesła i stolik do brydża z wyszczerbioną szklaną kulą. Pięcioro dzieci w zadziwiająco podobnym wieku bawiło się pod podartą kotarą, która oddzielała je od drugiej części pokoju. Kobieta wrzasnęła coś rozkazująco, a one potykając się zniknęły za zasłoną.



1 из 20