Usiadłszy na składanym krześle, które natychmiast pochyliło się pod kątem czterdziestu pięciu stopni do podłogi, Irving Bommer mgliście rozważał swoją decyzję, żeby tu wejść. Pamiętał, że pani Nagenbeck, gdy pierwszy raz wynajmował u niej pokój, powiedziała mu wyraźnie: „Nigdy, w żadnym przypadku nie trzymam kolacji dla nikogo”. A ponieważ dzisiaj miał comiesięczną inwentaryzację w dziale gospodarstwa domowego, więc spóźnił się i był głodny. Mimo wszystko…

Nigdy nie wiadomo, z czym te Cyganki mogą wyskoczyć. W każdym razie spostrzegawczy z nich naród. Ich ideał piękna odbiegał od standardów Hollywoodu; pochodziły z narodu nauczonego kosmopolityzmu od czasów Piłata; potrafiły dostrzec coś takiego, jak szlachetność duszy i — hm, może nawet urodę — światową, dojrzałą urodę, można by powiedzieć.

— Więc… ee — spróbował. — Co masz takiego, co ja… co ja… eee… tak bardzo chcę? Sennik, który poda wyniki na wyścigach? Nie stawiam na konie. Ani nigdy nie miałem stawianej kabały.

Stała przed nim — potężne ciało w wielowarstwowej, różnokolorowej sukni — przyglądając mu się poważnie małymi, czarnymi i zmęczonymi oczami.

— Nie — rzekła w końcu. — Tobie nic nie będę stawiać. Dam ci to. W wyciągniętej dłoni trzymała butelkę po lekarstwach napełnioną pieniącym się purpurowym płynem, który zmieniał barwę na mocno czerwoną, a potem ciemnoniebieską, w miarę jak cienisty zmierzch wciskał się przez okienko sklepu.

— Co… co to jest? — wyjąkał, choć nagle uświadomił sobie, że mógł otrzymać tylko jedną rzecz.

— Należała do mojego męża. Dużo lat on to robił. Napił się i umarł. Ale ty to co innego. Ty masz prawo. To ci da kobietę.

Irving Bommer aż podskoczył urażony. Chciał się roześmiać, ale zamiast tego zaparło mu dech. Jego pragnienie, jego nadzieja. Kobieta!

— Chcesz powiedzieć, że to jest środek… napój miłosny? — głos mu się łamał, nie wiedział, czy szydzić, czy podziwiać.



2 из 20