

Margit Sandemo
Kobieta Na Brzegu
SAGA O LUDZIACH LODU
Tom XXXIV
ROZDZIAŁ I
Tak wiele niebezpieczeństw czyhało na Ludzi Lodu.
Ze względu na swoje liczne powiązania ze światem zarówno rzeczywistym, jak i tym niedostępnym dla przeciętnych śmiertelników byli rodem szczególnie narażonym na nieszczęścia.
Największe zagrożenie stanowił, rzecz jasna, ich własny przodek, Tengel Zły. Nie tylko jednak to; było jeszcze mnóstwo innych spraw, ponurych i groźnych, których należało się bać.
Gdzieś daleko w ciemnym lesie kryło się coś strasznego i czekało. Czekało na jednego z Ludzi Lodu, na jakiegoś członka tej rodziny.
Przez długie lata złe trwało w leśnej głuszy w nadziei, że wkrótce jego czas nadejdzie. Trwało i śniło o odwecie, o nigdy nie spełnionej wendecie. Za niewybaczalne postępki przodków. Za zniewagę, która musi zostać pomszczona.
W najgłębszym mateczniku kryło się mętne jeziorko, niemal całkiem zarośnięte, zamulona sadzawka, cuchnąca od kryjącego się w jej głębi zła.
Było rzeczą prawie niemożliwą, by ów osławiony ród Ludzi Lodu zdołał odnaleźć właśnie to miejsce w leśnej gęstwinie…
A jednak tak się właśnie stało.
Sto piętnaście lat minęło od niesłychanego upokorzenia, jakiego doznała pewna ludzka istota. Wiele, wiele set lat od chwili, gdy pierwszy straszny czyn został popełniony, ów czyn, który stał się początkiem wszystkiego…
I wtedy Ludzie Lodu jeszcze nie byli w to zamieszani, w każdym razie nie od początku. To przypadek, który przydarzył się mniej więcej sto lat temu, wplątał w te sprawy jednego z nich i uczynił go potężnym mścicielem, karzącym ramieniem sprawiedliwości.
A oto teraz, w roku 1912, kolejny z Ludzi Lodu udał się w tamte strony, nie tyle zresztą z potrzeby, co z ciekawości. I był to ten właśnie człowiek, na którego czyhało okrutne zło.
