Ojcem drugiego dziecka Petry był pewien młody chłopak, który pracował w miejscowej hucie żelaza. Rodzice nie pozwolili mu jednak na małżeństwo z dziewczyną o tak złej opinii”.

– Mój Boże – mruknęła Benedikte. – Zawsze ci moraliści! Cóż oni wiedzą o człowieku?

Andre czytał dalej zapiski Vanji:

„Nie udało mi się dowiedzieć zbyt wiele na temat Petry ani od niej samej, ani ad tych, z którymi miałam do czynienia później. Nazywała się Petra Olsdatter i urodziła się w dzielnicy Bakklandet w Trondheim. Matka pochodziła, zdaje się, z dobrej rodziny, lecz zmarła młodo. Ojciec natomiast z czasem stał się kompletnym pijaczyną, który pozwalał, by dzieci chodziły głodne i obdarte. Na wiadomość o tym, że Petra spodziewa się pierwszego dziecka, wpadł we wściekłość i wypędził ją z domu. Później już nigdy nikt się nią nie zaopiekował”.

– Mój Boże – szeptała Benedikte. – O mój Boże!

– Och, nie tak znowu dużo tych informacji, od których można by rozpocząć poszukiwania – westchnął Henning. – Ale trochę jednak masz. Po śmierci Petry odbywały się przecież jakieś przesłuchania, musi więc być protokół policyjny czy coś w tym rodzaju. Tam pewnie znajdziesz dokładniejsze wskazówki.

– Ja też o tym myślałem – przyznał Andre. – To znaczy uważacie, że powinienem pojechać?

Benedikte i Henning patrzyli na niego. Andre był przystojnym młodzieńcem o ciemnoblond włosach i spoglądających ufnie oczach. W dzieciństwie wiele wskazywało na to, że będzie bardzo pięknym chłopcem, później jednak rysy się wyostrzyły i pogłębiły, on sam stał się jakiś trochę kanciasty i w sumie bardziej przypominał Benedikte niż Sandera.



6 из 196