
– Uważam, że powinieneś jechać, i to jak najszybciej – oświadczył Henning.
– Tak, myślę, że powinieneś to zrobić – poparła ojca Benedikte.
Młody człowiek sprawiał wrażenie zadowolonego. Przygoda wabiła.
– Pojedziesz chyba pociągiem? – zapytał Henning.
Andre zwlekał z odpowiedzią.
– Ja… Nie wiem. Mam trochę oszczędności…
Matka Andre natychmiast pojęła, o co chodzi.
– Automobil? Czy też samochód, jak się teraz mówi.
– Tylko że one są strasznie drogie – pospieszył Andre z wyjaśnieniem.
Henning i Benedikte spojrzeli po sobie.
– Czy naprawdę umiesz dobrze prowadzić? – spytał dziadek. – Automobile jeżdżą bardzo szybko, wiesz o tym. Mówi się, że nawet wiele kilometrów na godzinę.
– Jeździłem kiedyś na próbę samochodem Christoffera – odparł Andre. – To żadna sztuka. Mógłbym chyba poprosić go o pożyczenie.
– Nie, to nie jest wyjście – zaprotestował Henning. – Christofferowi jest on potrzebny. Poza tym samochód to nie zabawka. Nie, ja także mam parę groszy oszczędności i twoja mama pewnie też. Co ty na to, Benedikte? Może pomożemy chłopcu urzeczywistnić marzenia?
– Najpierw powinniśmy chyba porozmawiać z jego ojcem – odparła Benedikte. – Ale Sander także bardzo się interesuje automobilami, więc…
Andre spoglądał to na jedno, to na drugie z coraz szerszym i coraz radośniejszym uśmiechem.
Wkrótce potem Andre podróżował swoim nowiutkim automobilem przez Sor-Trondelag. Kiedy ruszał, maszyna była piękna i błyszcząca. Teraz ledwie można było odróżnić kolor lakieru, a silnik charczał bardziej niż stare kościelne organy. Dwa razy w czasie jazdy skończyła się benzyna – za każdym razem bardzo daleko od jakiejkolwiek stacji paliw – i szofer musiał przez wiele kilometrów pchać swój piękny pojazd.
