
Jednak w tej chwili jego umysł nie reagował na żadne wyzwania, pochłonięty był całkowicie smakowaniem lenistwa. Dopijając resztę piwa, zamknął oczy w pełni świadom, że nudzi się śmiertelnie. A przecież inni ludzie spędzali tak całe wakacje. Pogrążali się w bezczynności, cieszyli się samotnością, spokojem i bezruchem bez najmniejszych wyrzutów sumienia.
Nie opodal zabrzęczała pszczoła. Jarl stoczył krótki pojedynek z tym żółto-czarnym tłuściochem, który w końcu odfrunął w kierunku dzikich bratków na skraju lasu.
Minęło siedem minut, a potem osiem. Już prawie godzinę pogrąża! się w bezruchu, kiedy usłyszał krzyk przerażonego ptaka, a potem jeszcze jeden. Klnąc cicho wygramolił się z leżaka, gdyż w gruncie rzeczy miał już dosyć siedzenia. Po raz kolejny dobiegł go desperacki ptasi krzyk, lecz dopiero po paru chwilach dostrzegł jasną, aksamitną plamę wśród liści zielonych krzaków.
Ptak był zdrowy, odżywiony i całkiem dojrzały, tylko pazurki zaplątały mu się beznadziejnie w oczka sieci rybackiej. Kiedy padł na niego olbrzymi cień człowieka, zaczął się gwałtownie szarpać, próbując ucieczki. Piski przybrały na sile, gdy Jarl delikatnie przykrył go dłonią, odplątując uwięzione nóżki. Z przyczepionej do nich obrączki odczytał, że to gołąb pocztowy.
– Cicho, cicho – syknął. Ptak drżał tak gwałtownie, że utrudniało to rozplatanie siatki. Już na pierwszy rzut oka widać było, że chociaż gołąb był przerażony, nie miał żadnych obrażeń. Jego piski rozlegały się w ciszy spokojnego popołudnia^
– Czy ty nie masz żadnego instynktu? Jestem ostatnią osobą, która mogłaby wyrządzić ci krzywdę. Za chwilę będziesz wolny. Spokojnie, spokojnie…
Uwalnianie ptaka wymagało wielu pieszczotliwych gestów, uspokajającej gadaniny i wreszcie użycia nożyc. Gołąb z wyraźną dezaprobatą potraktował nożyce, lecz nie próbował dziobać Jarla, co wskazywało na to, że był już oswojony z ludźmi.
