Nie zajmował się w tej chwili roztrząsaniem tego problemu, nie był to najlepszy moment i czas na zadawanie pytań. Jak długo w niego celowała, tak długo myślenie było zbędnym luksusem. Nie mógł jasno określić szarpiącego nim uczucia, ale z całą pewnością nie był to strach. Ona miała w sobie tyle strachu, więcej nawet, niż mogliby odczuwać oboje. Wiedział o tym dobrze, bo nie odrywał wzroku od jej twarzy.

Ostrożnie, jak gdyby od niechcenia, powiedział:

– Nie wiedziałem, że ktoś mieszka na tej wyspie. Już to wyjaśniłem chłopcu. Mam dom w pobliżu, może go pani zobaczyć z drugiej strony wyspy. Nazywam się Jarl Hendriks.

Wyciągnął rękę. Nie oczekiwała tego gestu i nie wiedziała, jak zareagować. Lufa opadła o kilka centymetrów i jej wzrok powędrował w kierunku lasu, gdzie zniknął chłopiec, a potem znów spoczął na nim. Przesunął się nieco przez te kilka sekund, kiedy spojrzenie kobiety oderwało się od jego twarzy. Może widziała, że się poruszył, ale nie było żadnej reakcji z jej strony. Jarl na moment nie spuszczał z niej oka, ponieważ czuł, że to ją rozprasza.

Zauważył, że przygląda mu się badawczo, oceniając potencjalne niebezpieczeństwo. Wiedział, co może dostrzec i wiedział również, że ludzie zwykłe się go nie boją.

Nie był specjalnie wysoki. Po swoich fińskich przodkach oddziedziczył jasne włosy i oczy oraz czystą, lekko ogorzałą skórę ludzi morza. Twarz o nieregularnych rysach, kwadratowej szczęce, wystających kościach policzkowych i szerokich brwiach nie mogła przecież przestraszyć tej kobiety. Snuły się za nim zabłąkane zwierzęta, a nieznani ludzie obdarzali go zaufaniem. Niektórzy dostrzegali bezpieczną siłę w rozwiniętych mięśniach jego ramion, a w twarzy o łagodnych oczach – dobroć, cierpliwość i odpowiedzialność.



6 из 120