
Kiedy zrzucono bombę atomową na Hiroszimę, miałem sześć lat, tak więc wszystko, co pamiętam z tego dnia, opiera się na opowiadaniach innych.
Pamiętam, że bawiłem się na dywanie w jadalni przylegającej do gabinetu mego ojca. Było to w Ilium, w stanie Nowy Jork. Przez otwarte drzwi widziałem ojca. Był w pidżamie, w szlafroku. Palił cygaro i bawił się kawałkiem sznurka. Tego dnia nie poszedł do pracy i przez cały dzień chodził w pidżamie. Ojciec zostawał w domu, kiedy tylko miał na to ochotę.
Jak Panu zapewne wiadomo, cała właściwie kariera zawodowa mego ojca związana była z Laboratorium Badawczym Towarzystwa General Forge and Foundry w Ilium.
Kiedy przystąpiono do Operacji Manhattan, mającej na celu wyprodukowanie bomby atomowej, ojciec nie opuścił Ilium. Oświadczył, że nie weźmie udziału w pracach, jeśli nie będzie mógł pracować tam, gdzie zechce. Najczęściej oznaczało to pracę w domu. Jedyne miejsce, dokąd lubił jeździć, to był nasz domek campingowy na przylądku Cod. Tam też umarł w wigilię Bożego Narodzenia. To zapewne jest Panu również wiadome.
Tak więc w dniu, w którym zrzucono bombę, bawiłem się na dywanie przed gabinetem ojca. Moja siostra Angela mówi, że całymi godzinami potrafiłem bawić się małymi samochodzikami, naśladując odgłos motoru. Prawdopodobnie tamtego dnia robiłem to samo, ojciec zaś siedział w swoim gabinecie bawiąc się kawałkiem sznurka.
