
Ściśle biorąc, usiadłam i natychmiast się podniosłam, bo usiadłam na czymś. Wyciągnęłam to spod tyłka i obejrzałam.
– O, ładne! – ucieszyłam się. – Co to jest?
Zajęta, kawą Alicja nie zwróciła uwagi na moje pytanie. Położyłam kolorowe czasopismo obok siebie na stole i przypomniałam sobie coś innego.
– Czekaj, mnie tu nie gra. Blekot był dopiero co, w maju, a ty zdążyłaś zapomnieć, jak się nazywa? I twierdzisz, że nie masz sklerozy?
– Nie przedstawiał mi się przecież – odparła Alicja cierpko. – Przedstawił się poprzednio, dwadzieścia lat temu, i widocznie uważał, że to wystarczy, drugi raz nie musi. Rozpoznałam go z twarzy i pamiętałam właśnie, że jakoś tak się nazywa, Bukłak, Baobab, takie coś. Węszył po kątach.
Zainteresowałam się gwałtownie.
– Jak węszył?
– Podstępnie. I wydawało mu się, że nieznacznie.
– Powiedz to porządnie, bo węszenie Blekota jest niepokojące. MUSI być niepokojące!
Alicja usiadła z kawą przy stole i znienacka wróciła do pierwotnego tematu.
– O, właśnie! Napisałaś, że u mnie został zrobiony porządek i jeszcze sama byłaś taka strasznie pracowita, przeglądałaś papiery, układałaś, może nawet pedantycznie, co? A ja tak to puściłam na żywioł i robiłam tylko bałagan…
– Nic podobnego. Napisałam, że przeglądałaś i układałaś więcej.
– Nigdzie nie było napisane, że więcej. I taki porządek z tego wyszedł, jakiego nigdy dotychczas u mnie nie było…
– No i co ci to szkodzi, przecież od samego napisania on się nie zrobił.
– Ale Blekot się go czepiał!
– Blekot się czepiał porządku u ciebie? – zdumiałam się śmiertelnie. – A cóż go, do cholery, obchodził twój porządek?!
– Też bym to chciała wiedzieć. Wypytywał o tę kretyńską lampę, w ogóle nie słuchał jak mówiłam, że w życiu takiego paskudztwa nie miałam, koniecznie chciał ją zobaczyć, szukał i ględził, że przecież u mnie już jest porządek, więc i lampę powinno się łatwo znaleźć, usiłował latać po całym domu i łypał okiem. Mało mnie szlag nie trafił, dlatego jestem zła na ciebie. Jedyna pociecha to ta, że ukłuł się w kaktus.
