
– Szukał lampy. Myślał, że może leży gdzieś pod kanapą albo co. To znaczy, nie wiem co myślał, ale tak mówił. Zdaje się, że odsunął fotele i pogniótł trochę pudło z cebulkami. Zepchnął ze stołu uprane poszewki na poduszki i pudełka z nasionami, miałam je posegregowane i musiałam potem zbierać z podłogi, nie wiem, czy mi się trochę nie pomieszały. Skąd wiesz, że to moje? Nic takiego nie miałam.
– Bo po duńsku – wyjaśniłam uprzejmie. – Trudno przypuścić, że czytam duńską prasę. Bardzo ładne rzeczy tam są, chciałam cię właśnie zapytać, co jest przy nich napisane.
Alicja odwróciła kartki do początku.
– Zaginione klejnoty – przeczytała. – Cały artykuł o zaginionych drogocennościach. No rzeczywiście, ładne. Efektowne. Złota kolekcja z Arki Noego.
– Gdzie kolekcja?
– A o, tu. Proporcje trochę niedokładnie zachowane…
Wydarłam jej czasopismo, na które patrzyłam do góry nogami i obejrzałam zdjęcie. Mnóstwo figurek zwierząt, od słoni do pcheł, owszem, wyglądały na złote. Odruchowo spojrzałam na podpis, z czego nic mi nie przyszło, odwróciłam zatem czasopismo znów ku niej.
– Czytaj porządnie. To pierwsze, to co?
– Szmaragd. Naszyjnik szmaragdowy królowej Cecylii Renaty. Była taka?
Gwałtownie usiłowałam sobie przypomnieć. Imiona brzmiały znajomo, ale z nikim nie mogłam ich na poczekaniu skojarzyć.
– Chyba była, skoro tak piszą. I co tam dalej?
– Rubinowy komplet księżnej Nataszy. Nawet niezła ta oprawa, nie zabija kamieni. O, a to… Kolekcja diamentów królowej Wiktorii, popatrz, pięć sztuk, każdy w innym kolorze. Od dwudziestu ośmiu do czterdziestu trzech karatów, nie słyszałam o czymś takim. Szafir gwiaździsty pani de Pompadour… Miała szafir gwiaździsty?
– Dużo miała, widocznie i szafir…
– Naszyjnik królowej Klemencji z Andegawenów. Rubiny, szafiry, perły i szmaragdy. To cały napierśnik, a nie naszyjnik. Za bardzo pstrokate. Co to za królowa?
