— Ja też witam — odparł. Obcy uśmiechnął się szeroko i raz jeszcze sięgnął do sakiewki. Tym razem jego dłoń powróciła dzierżąc dużą złotą monetę. Szczerze mówiąc, była nawet trochę większa od 8000-dolarowej ankhiańskiej korony i miała jakiś dziwny rysunek. Przemawiała jednak do umysłu Hugha językiem, który doskonale rozumiał. Mój obecny właściciel, powiła, potrzebuje pomocy i wsparcia. Czemu ich nie udzielisz, żebyśmy — ty i ja — mogli potem pójść gdzieś i razem się zabawić?

Subtelne zmiany w posturze żebraka sprawiły, że obcy poczuł się swobodniej. Znowu zajrzał do książeczki.

— Pragnę dotrzeć do hotelu, tawerny, noclegowni, zajazdu, schroniska, karawanseraju — oznajmił.

— Co? Do wszystkich na raz? — zdumiał się Hugh.

— ? — odpowiedział obcy.

Hugh zdawał sobie sprawę, że wokół zebrał się już tłumek handlarek ryb, zbieraczy muszli i zwykłych gapiów. Wszyscy ź zaciekawieniem obserwowali jego rozmówcę.

— Znam niezłą tawernę — rzekł. — Wystarczy?

Nie mógł znieść myśli o złotej monecie znikającej z j ego życia. Zatrzyma tę jedną, choćby Ymor skonfiskował wszystkie pozostałe. A wielki kufer, będący głównym elementem bagażu przybysza, wyglądał na pełen złota.

Czterooki obcy zajrzał do książki.

— Pragnę dotrzeć do hotelu, miejsca odpoczynku, tawerny…

— Tak, wiem. Chodźmy zatem — przerwał pospiesznie Hugh. Porwał jeden z tobołków i szybko ruszył przed siebie. Po chwili wahania obcy pomaszerował za nim.

Klucz myśli płynął wolno przez umysł żebraka. Szczęście mu sprzyjało, skoro ten nowo przybyły tak łatwo pozwolił się zaprowadzić pod „Rozbity Bęben”. Ymor pewnie nie poskąpi nagrody. A jednak coś w nieznajomym budziło niepokój mimo jego oczywistej łagodności. I Hugh w żaden sposób nie mógł rozstrzygnąć, co to takiego. Na pewno nie ta dodatkowa para oczu, choć istotnie dziwaczna. Chodziło o coś innego.

Obejrzał się.



10 из 196