
Wciąż trwała pora, gdy większość mieszkańców właśnie wstała albo wybierała się do łóżek. Dlatego niewielu tylko klientów „Rozbitego Bębna” widziało, jak Dwukwiat zstępuje schodami do głównej sali. Kiedy za nim pojawił się Bagaż i pewnym krokiem zbiegł po stopniach, klienci przy drewnianych stołach jak jeden mąż spojrzeli podejrzliwie w swoje kufle.
Grubas robił właśnie awanturę małemu trollowi, który sprzątał za barem.
— Co to jest, do diabła? — zawołał, kiedy cała trójka przedefilowała obok niego.
— Lepiej nic nie mów — syknął Hugh. Dwukwiat kartkował już swoją książkę.
— Co on robi? — Grubas wziął się pod boki.
— Ta książka mówi mu, co powiedzieć — mruknął Hugh. — Wiem, że brzmi to śmiesznie.
— Jak książka może powiedzieć człowiekowi, co mówić?
— Pragnę noclegu, pokoju, kwatery, zakwaterowania, pełne wyżywienie, czy pokoje są czyste, pokój z widokiem, jaka jest opłata za jedną noc? — wyrzucił jednym tchem Dwukwiat.
Grubas spojrzał na Hugha. Żebrak wzruszył ramionami.
— Ma mnóstwo pieniędzy — wyjaśnił.
— W takim razie powiedz mu, że trzy miedziaki. A to Coś musi zostać w stajni.
— ? — zapytał obcy. Grubas wystawił trzy tłuste, czerwone paluchy, a twarz przybysza rozsłoneczniła się nagle wyrazem zrozumienia. Sięgnął do sakiewki i położył na dłoni oberżysty trzy duże, złote monety.
Grubas przyglądał się im z uwagą. Przedstawiały mniej więcej czterokrotną wartość całego „Rozbitego Bębna” łącznie z obsługą. Spojrzał na Hugha. Z tej strony nie mógł oczekiwać pomocy. Spojrzał na obcego. Przełknął ślinę.
