
— Nic nowego — powiedziałem.
— Nic nie wymyśliłeś?
— Nic — odpowiedziałem. Złapałem się na tym, że zakrywam mikrofon ręką.
— Jakoś cię źle słyszę — powiedział Wadik. — A więc co zamierzasz robić?
— Jakoś… — wymamrotałem słabo rozumiejąc, co mówię. Dziecko nadal płakało. Teraz trochę ciszej, ale w dalszym ciągu bardzo wyraźnie.
— Co z tobą, Staszek? — zapytał z troska Wadik. — Obudziłem cię?
Miałem największą ochotę powiedzieć: „Słuchaj, Wadik, na moim statku bez przerwy płacze jakieś dziecko. Co mam zrobić?” Ale na szczęście starczyło mi rozumu, żeby wyobrazić sobie, jak to może być przyjęte. Dlatego odchrząknąłem i powiedziałem:
— Wiesz, połączę się z tobą za jakąś godzinę. Coś mi chodzi po głowie, ale jeszcze nie jestem zupełnie pewny…
— D-o-obra — niepewnie powiedział Wadik i wyłączył się.
Postałem jeszcze chwilę przy radiostacji, następnie wróciłem do pulpitu. Dziecko chlipnęło kilka razy i ucichło. A Tom znowu stał. Znowu to zepsute pudło przerwało pracę. Jack i Reks również stali. Z całej siły nacisnąłem palcem klawisz sygnału kontroli. Żadnego efektu. Zebrało mi się na płacz, ale wtedy uprzytomniłem sobie, że cały system jest przecież wyłączony. Sam go wyłączyłem dwie godziny temu, kiedy zabrałem się do programu. Ale mi się świetnie pracuje! Może zawiadomić Bazę i poprosić, żeby przygotowali kogoś na zmianę? Jakoś głupio… Złapałem się na tym, że z ogromnym napięciem czekam, kiedy to wszystko zacznie się od nowa. I zrozumiałem, że jeżeli zostanę na mostku, to bezustannie będę nadsłuchiwać i nic nie będę w stanie robić tylko nadsłuchiwać, i oczywiście usłyszę, usłyszę tu jeszcze niejedno!
Włączyłem program przeglądu technicznego, wyciągnąłem ze stelaża futerał z narzędziami i nieomal biegiem ruszyłem na dwór. Usiłowałem trzymać się w garści i z dochą tym razem poradziłem sobie względnie szybko. Lodowate powietrze, które sparzyło mi twarz, otrzeźwiło mnie jeszcze bardziej.
