Zamarłem. Leżałem w brzuchu Toma ściśnięty ze wszystkich stron ogromnymi bryłami jego roboczych muskułów, tylko nogi sterczały mi na zewnątrz i nagle zrobiło mi się nieprawdopodobnie straszno, jak w najkoszmarniejszym śnie. Naprawdę nie mam pojęcia, w jaki sposób opanowałem się, żeby nie wrzasnąć i nie zacząć się miotać w ataku histerii. Być może, straciłem na chwilę przytomność, ponieważ dość długo nic nie słyszałem, nic do mnie nie docierało, tylko wytrzeszczałem oczy na oświetloną zielonkawym światłem powierzchnię owalnego węzła nerwowego tuż przy mojej twarzy. — Co się stało? Gdzie jesteś? Ja nic nie widzę, Szura… — chrypiała kobieta skręcając się w straszliwych bólach. — Tu ktoś jest… Odezwij się, Szura! Jak boli! Pomóż mi, nic nie widzę…

Chrypiała, płakała i znowu powtarzała te same słowa, a mnie się wydawało, że widzę jej wykrzywioną twarz zlaną śmiertelnym potem, i w jej chrypieniu było już nie tylko błaganie, nie tylko ból, była w nim nienawiść, żądanie, rozkaz. Nieomal fizycznie poczułem, jak lodowate, chwytne palce próbują dosięgnąć mojego mózgu, żeby się weń wczepić, zgnieść, zgasić. Ostatkiem świadomości, zaciskając kurczowo zęby, namacałem lewą ręką pneumatyczny zawór i nacisnąłem go z całej siły. Z dzikim wyciem wyrwał się na zewnątrz sprężony argon, a ja bez przerwy naciskałem i naciskałem zawór, zabijając, rozpraszając w pył ochrypły głos w moim mózgu — czułem, że głuchnę, i ta świadomość przynosiła mi nieopisaną ulgę.

Potem okazało się, że stoję obok Toma, mróz przenika mnie do szpiku kości, chucham na skostniałe palce i z pogodnym uśmiechem idioty powtarzam: „Kurtyna dźwiękowa, jasne? Kurtyna dźwiękowa…” Tom stał przechylony w prawo, a świat wokół mnie był otulony nieruchomą chmurą szronu i zamarzniętych ziarenek piasku. Grzejąc dłonie pod pachami, okrążyłem Toma i zobaczyłem, że strumień argonu wyborował na skraju placu olbrzymi dół. Postałem chwilę nad tym dołem, ciągle jeszcze mamrocząc o kurtynie dźwiękowej, ale już czułem, że czas najwyższy przestać, domyśliłem się, że stoję na mrozie bez dochy, przypomniałem sobie, że dochę rzuciłem dokładnie w to miejsce, gdzie teraz jest dół, spróbowałem sobie przypomnieć, czy nie miałem w kieszeniach czegoś ważnego, nic sobie nie przypomniałem, lekkomyślnie machnąłem ręką i niepewnym truchtem pobiegłem na statek.



16 из 150