
To wszystko było mniej lub więcej zrozumiałe, ale z drugiej depeszy, skierowanej do Centralnego Ośrodka Informacyjnego, zrozumiałem tylko tyle, że Komowowi są pilnie potrzebne dane współczynnika Y dla dwunormalnego humanoida z czteropiętrowym wskaźnikiem składającym się z dziewięciu cyfr i czternastu greckich liter. To była idealnie hermetyczna wyższa ksenopsychologia, z której ja, jak każdy normalny humanoid o wskaźniku zero, absolutnie niczego nie zrozumiałem. No i bardzo dobrze. Zakodowałem tekst, włączyłem służbowy kanał i nadałem wszystko na jednym impulsie. Potem zarejestrowałem depesze i wtedy przyszło mi do głowy, że już czas posłać pierwsze sprawozdanie. Zresztą zależy, co się rozumie pod słowem — sprawozdanie… „Grupa EZ-2, roboty budowlane standard 15 — wykonanie — tyle i tyle procent” podpis, data. I to wszystko. Musiałem wstać i podejść do swojego pulpitu, żeby rzucić okiem na harmonogram, i od razu zrozumiałem, dlaczego tak nagle zachciało mi się wysłać sprawozdanie. Tu nie chodziło o żadne sprawozdanie, po prostu jestem zapewne już tak doświadczonym cybernetykiem, że nawet nic nie widząc i nie słysząc poczułem, że coś nie gra. I rzeczywiście — Tom, dokładnie tak jak wczoraj znowu ni z tego, ni z owego stanął. Jak i wczoraj z irytacją nacisnąłem klawisz sygnału kontroli „Co się stało?”, jak i wczoraj sygnał zatrzymania natychmiast zgasł i zapłonęło pomarańczowe światełko: „U nas wszystko w porządku, realizujemy program. Czy masz nowe polecenia?” Poleciłem mu przystąpić do pracy i włączyłem ekran telewizyjny. Jack i Reks trudzili się w pocie czoła, Tom również ruszył z miejsca, przez kilka sekund szedł jakoś dziwnie trochę bokiem, szybko jednak wrócił do normy. — Ej, bracie — powiedziałem na głos — widocznie przepracowałeś się i trzeba cię będzie przeczyścić. — Spojrzałem na kartę pracy Toma — przegląd techniczny wypadał na dzisiejszy wieczór. — Trudno, do wieczora jakoś dotrwamy, jak sądzisz?
Tom nie zaprzeczył. Przez jakiś czas patrzyłem na ich pracę, potem wyłączyłem ekran — lodowiec, mgła nad trzęsawiskiem, ciemne skały… Wolałem obejść się bez tego wszystkiego.