
Sprawozdanie jednak wysłałem i niezwłocznie połączyłem się z EZ-6. Wadik odezwał się natychmiast, jakby tylko na to czekał.
— No i co tam u was? — zapylaliśmy jednocześnie.
— U nas nic — odpowiedziałem.
— U nas jaszczurki pozdychały — poinformował mnie Wadik.
— Eh, wy szybkościowcy! powiedziałem. — Przecież ostrzegał was Komow, ukochany uczeń doktora M'Bogi — nie śpieszcie się z gadami.
— A kto się z nimi śpieszy? — zdziwił się Wadik. — Jeśli cię interesuje moja opinia, to one tak czy owak tu nie wyżyją. W takim upale!
— Kąpiecie się? — zapytałem z zawiścią.
Wadik zamilkł na moment.
— Tak, chlapiemy się — powiedział niechętnie. — Od czasu do czasu.
— Dlaczego?
— Pusto — powiedział Wadik — coś w rodzaju koszmarnie wielkiej wanny… Ty tego nie zrozumiesz. Normalny człowiek w ogóle nie jest w stanie wyobrazić sobie takiej nieprawdopodobnej wanny. Płynąłem kiedyś z pięć kilometrów, z początku wszystko było dobrze, ale kiedy nagle uprzytomniłem sobie, że to przecież nie basen tylko ocean… I oprócz mnie nie ma tu ani jednego żywego stworzenia… Nie, stary, ty tego nie zrozumiesz. O mało się nie utopiłem.
— No tak… — powiedziałem. — To znaczy, że i u was też…
Pogadaliśmy jeszcze kilka minut, a potem Wadika wezwała Baza i pożegnaliśmy się spiesznie. Wywołałem EZ-9. Hans nie zgłosił się. Można było jeszcze wywoływać EZ-1, EZ-3, EZ-4 i tak dalej do EZ-12 i porozmawiać o tym, jak tu jest okropnie pusto i martwo, ale jaki to ma sens? Jeśli się zastanowić, to żadnego. Dlatego też wyłączyłem radiostację i wróciłem na swoje miejsce. Przez jakiś czas po prostu sobie siedziałem — patrzyłem na ekrany i rozmyślałem, że to, co tu robimy, jest podwójnie pożyteczne — nie tylko ratujemy mieszkańców Panty od nieuniknionej zagłady, ale wydobywamy też tę planetę — z pustki, z martwej ciszy, z bezmyślności.
