— No i co? — spytał niecierpliwie van Ryberg — Udało się?

— Nie wiem — odparł zmęczony Stormgren, rzucając akta na biurko i opadając na fotel. — Teraz Karellen naradzi się ze swoimi przełożonymi, kimkolwiek lub czymkolwiek oni są. Właściwie niczego mi nie obiecał.

— Proszę posłuchać — odezwał się nagle Pięter. — Właśnie coś przyszło mi do głowy. Czy istnieje jakiś powód, dla którego mielibyśmy wierzyć, że w ogóle istnieje ktoś ponad Karellenem? Przypuśćmy, że wszyscy Zwierzchnicy, jak ich nazywamy, są tu, na Ziemi, w tych swoich statkach. Może nie mają się gdzie podziać i ukrywają przed nami ten fakt?

— Ciekawa teoria — Stormgren uśmiechnął się szeroko. — Jednak koliduje ona z tymi kilkoma drobiazgami, które wiem albo wydaje mi się, że wiem: o pozycji Karellena ł o nim samym.

— A co pan wie?

— No cóż, mimochodem, ale często napomyka o tym, że jego funkcja tutaj jest tylko czasowa i przeszkadza mu w zajęciu się prawdziwą pracą, która, jak sądzę, wiąże się z matematyką. Kiedyś zacytowałem mu Aktona, o władzy, która korumpuje i o władzy absolutnej, która korumpuje w stopniu absolutnym. Chciałem przekonać się, jak na to zareaguje. Wybuchnął tym swoim grzmiącym śmiechem i powiedział: „Takie niebezpieczeństwo mi nie grozi. Ponieważ im prędzej zakończę moją misję tutaj, tym prędzej wrócę do domu znajdującego się o wiele mil świetlnych stąd. A po drugie, nie posiadam władzy absolutnej, jakkolwiek na to nie patrzeć. Jestem tylko Kontrolerem”. Oczywiście, mógł mnie oszukiwać.

— Jest nieśmiertelny, prawda?

— O tak, według naszych norm tak, choć jest coś takiego w przyszłości, czego się obawia. Jednak nie mogę sobie wyobrazić, co też to może być. I to już wszystko, co o nim wiem.



17 из 215