— Co zamierzacie ze mną zrobić? — zapytał w końcu. — Jestem tu jako zakładnik czy też może w innej roli?

— Proszę się nie martwić, zatroszczymy się o pana. Za kilka dni oczekujemy tu gości i do tej pory będziemy pana zabawiać najlepiej, jak umiemy. Dorzucił kilka słów w ojczystym języku i jeden z pozostałych porywaczy wyjął nowiutką talię kart.

— Przygotowaliśmy je specjalnie dla pana — wyjaśnił. — Przeczytałem w magazynie „Time”, że kiedyś był pan niezłym pokerzystą.

Jego głos nagle spoważniał.

— Mam nadzieję, że w portfelu ma pan dość gotówki — powiedział z niepokojem. — Nie przyszło nam do głowy, żeby to sprawdzić. Wie pan, nie bardzo możemy przyjąć czeki.

Zupełnie pokonany Stormgren wybałuszył oczy na swoich porywaczy. Po chwili, kiedy dotarł do niego cały komizm sytuacji, poczuł się tak, jakby nagle ktoś zdjął mu z ramion wszystkie troski i kłopoty związane z jego urzędem. Od tej pory show należał do Ryberga. Cokolwiek się stanie, absolutnie nic nie mógł na to poradzić, a ci niezwykli kryminaliści niecierpliwie czekali, aby zagrać z nim w pokera.

Nagle odchylił głowę do tyłu i ryknął śmiechem, jakim nie śmiał się od wielu lat.

„Nie ulega wątpliwości — myślał przygnębiony Ryberg — że Wainwright mówił prawdę”. Może miał jakieś podejrzenia, ale nie wiedział, kto porwał Stormgrena. Przywódca Ligi Wolności nie aprobował porwania. Van Ryberg podejrzewał, i to chyba trafnie, że od jakiegoś czasu ekstremiści z Ligi Wolności naciskali Wainwrighta, aby wyraził zgodę na bardziej zdecydowane działania. Teraz wzięli sprawy w swoje ręce.

Nie ulegało wątpliwości, że porwanie było znakomicie zorganizowane. Stormgren mógł znajdować się gdziekolwiek na kuli ziemskiej i nadzieje na odnalezienie go były raczej nikłe. Jednak coś trzeba było zrobić, postanowił Ryberg, i to szybko. Mimo częstych kpin w rzeczywistości czul ogromy respekt przed Karellenem. Myśl o zwróceniu się wprost do Kontrolera wprawiała go w konsternację i przerażenie, ale wyglądało na to, że nie ma innego wyjścia.



31 из 215