
Joe relacjonował zdarzenia z takim zapałem, że Stormgren z trudem powstrzymywał uśmiech. Równocześnie był jednak mocno zaniepokojony. Plan był dość pomysłowy i Karellen mógł dać się nabrać. Rikki nawet nie wiedział, czy Zwierzchnik w ogóle go obserwował i miał zamiar chronić. Joe, rzecz jasna, też nie mógł tego wiedzieć. Może właśnie dlatego był taki wylewny; chciał sprawdzić reakcję Stormgrena. No cóż, trzeba spróbować ukryć swoje prawdziwe uczucia i udawać pewność siebie.
— Musicie być kupą durniów — powiedział — jeśli przypuszczacie, że tak łatwo uda wam się zakpić ze Zwierzchników. Tak czy owak, co zamierzacie przez to osiągnąć?
Joe poczęstował go papierosem, ale Stormgren odmówił, więc zapalił sam i usiadł na brzegu stołu. Mebel zatrzeszczał złowieszczo i olbrzym pospiesznie z niego zeskoczył.
— Nasze motywy — zaczął — powinny być dla pana diabelnie jasne. Otóż stwierdziliśmy, że przekonywanie innych jest bezcelowe i podjęliśmy inne działania. Podziemny ruch oporu nie jest czymś nowym i Karellen tak łatwo się z nami nie upora.
Będziemy walczyć o naszą niepodległość. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie będzie żadnych aktów przemocy, przynajmniej początkowo, ale Zwierzchnicy muszą działać za pośrednictwem swoich agentów, którymi są ludzie, a my potrafimy tym ostatnim narobić ogromnych kłopotów.
„Zaczynając, jak sądzę, ode mnie” — pomyślał Stormgren. Zastanawiał się, czy jego rozmówca nie poczęstował go zgrabnie ułożoną bajeczką. Czy oni myślą, że te gangsterskie metody wywrą na Kontrolerze jakiekolwiek wrażenie? Jednak, pozostaje faktem, że dobrze zorganizowany ruch oporu może bardzo utrudnić życie. Joe znalazł jedyny słaby punkt Zwierzchników. W końcu wszystkie polecenia wydawali ustami ludzi. Jeśli ci zostaną sterroryzowani lub odmówią posłuszeństwa, cały system się zawali. Jednak szansę na to były naprawdę niewielkie, ponieważ Stormgren był niemal pewien, że Karellen znajdzie jakieś wyjście.
