
— Cóż, mówił pan, że ma dla mnie jakieś nowiny — kontynuował, z trudem ukrywając zainteresowanie. — Czy dotyczą one…
— Tak — odparł Kontroler. — Kilka godzin temu otrzymałem decyzję.
„Co właściwie miał na myśli — zastanawiał się Stormgren. — Z pewnością nie mógł nawiązać łączności z odległą ojczyzną poprzez dzielące go od niej setki świetlnych lat. A może, taka była teoria van Ryberga, po prostu konsultował się z komputerem o odpowiednio dużej mocy obliczeniowej mogącym modelować skutki każdej podjętej decyzji”.
— Nie sądzę — ciągnął Karellen — aby Liga Wolności i jej zwolennicy poczuli się usatysfakcjonowani, ale powinno to pomóc złagodzić napięcie. Nawiasem mówiąc, ta rozmowa nie zostanie nagrana. Często mi pan powtarzał, Rikki, że niezależnie od tego jak bardzo różnimy się od was fizycznie, ludzie szybko do nas przywykną. Świadczy to o pewnym braku wyobraźni z pańskiej strony. Tak mogłoby się stać w pańskim przypadku, lecz proszę pamiętać, że według wszelkich rozsądnych ocen większość ludzi jest słabo wykształcona, skłonna do uprzedzeń i przesądów mogących sprawiać nam kłopoty jeszcze przez kilka następnych dziesięcioleci. Przyzna pan, że ludzka psychika nie jest nam obca. Niemal na pewno wiemy, co się stanie, jeśli w obecnej chwili wyjawimy prawdę o nas. Nie chcę się wdawać w szczegóły nawet z panem, zatem proszę zaufać mojej analizie. Jednak możemy złożyć pewną ostateczną obietnicę, która powinna was częściowo zadowolić. Za pięćdziesiąt lat, dwa pokolenia od chwili obecnej, wyjdziemy z naszych statków i ludzkość wreszcie zobaczy, jacy jesteśmy.
Stormgren milczał przez chwilę, rozważając słowa Kontrolera. Nie odczuwał satysfakcji, jaką w innej sytuacji dałoby mu to oświadczenie. Prawdę mówiąc, ten częściowy sukces nieco zbił go z tropu i przez chwilę osłabił jego zdecydowanie. Po pewnym czasie prawda objawi się sama; jego knowania były niepotrzebne, a może i nierozsądne. Jeśli zechce zrealizować swój plan, to wyłącznik z egoistycznych pobudek, bo za pięćdziesiąt lat nie będzie go wśród żywych.
