Wałnwright uważnie wysłuchał treści odczytanego mu oświadczenia. Stormgren miał nadzieję, że były pastor doceni ten gest, którego pomysłodawcą był Karellen. Upłynie jeszcze dwanaście godzin, nim świat dowie się o obietnicy, której spełnienia doczekają dopiero ich wnuki.

— Pięćdziesiąt lat — powiedział z namysłem Wainwright. — To długie oczekiwanie.

— Może dla ludzkości, ale nie dla Karellena — odparł Stormgren. Dopiero teraz zaczął sobie zdawać sprawę z zalet tego rozwiązania. Dawało Zwierzchnikom potrzebne im pole manewru i usuwało grunt spod nóg Ligi Wolności. Nie wyobrażał sobie, by ta organizacja skapitulowała, lecz jej pozycja zostanie poważnie osłabiona. Wainwright musiał zdawać sobie z tego sprawę.

— Za pięćdziesiąt lat — powiedział gniewnie — szkód nie da się już naprawić. Ci, którzy pamiętają dni niepodległości, będą już w grobach; ludzkość zapomni o swoim dziedzictwie.

„Słowa, puste słowa — pomyślał Stormgren. — Słowa, za które ludzie niegdyś walczyli i umierali, za które już nikt nigdy nie będzie walczył i umierał. A świat będzie przez to lepszy”.

Patrząc na odchodzącego Wainwrighta, zastanawiał się, ile kłopotów sprawi jeszcze w nadchodzących latach Liga Wolności. „Jednak to już nie moja sprawa” — pocieszył się w duchu.

Pewne problemy mógł rozwiązać tylko czas. Można pokonać złych, ale nic nie można zdziałać przeciw działającym w dobrej wierze, błądzącym dobrym ludziom.

— Masz swoją walizeczkę — powiedział Duval. — Jest prawie nie naruszona.

— Dziękuję — odrzekł Stormgren, dokładnie ją oglądając. — Może powiesz mi teraz, o co chodzi i co zamierzamy zrobić?



52 из 215