— Spóźniają się — powiedział. — Wainwright powinien tu być już pięć minut temu.

— Właśnie otrzymałem wiadomość od policji. Ciągnie za sobą całą procesję i utykają w korkach. Powinien tu być lada chwila. — Van Ryberg przerwał, po czym dorzucił: — Nadal jest pan pewien, że spotkanie z nim to dobry pomysł?

— Obawiam się, że jest już trochę za późno, żeby się z tego wycofać. Przecież mimo wszystko wyraziłem zgodę, chociaż wie pan, że to nie był wcale mój pomysł.

Stormgren podszedł do biurka i zaczął nerwowo bawić się swoim słynnym uranowym przyciskiem do papierów. Nie był zdenerwowany, tylko niezdecydowany. Był nawet zadowolony z tego, że Wainwright się spóźnia, dzięki temu od samego początku będzie miał nad nim przewagę. Takie drobiazgi odgrywają w ludzkich sprawach ważniejszą rolę, niż mógłby sobie tego życzyć ktoś, kto kieruje się jedynie logiką i rozsądkiem.

— Są! — powiedział nagle van Ryberg, przyciskając twarz do szyby. — Nadchodzą aleją i jest ich chyba ze trzy tysiące.

Stormgren wziął notatnik i dołączył do swego zastępcy. Oddalony o pół mili, mały, lecz zdecydowany pochód wolno podążał w kierunku gmachu’Sekretariatu. Nad tłumem powiewały nieczytelne jeszcze z tej odległości transparenty, lecz sekretarz dobrze wiedział, jaka jest ich treść. W końcu usłyszał górującą nad ulicznym zgiełkiem, złowrogą melodię pieśni śpiewanej przez demonstrantów. Poczuł, jak wzbiera w nim fala niesmaku. Świat na pewno widział już dość maszerujących tłumów i gniewnych sloganów!

Pochód dotarł już do budynku; musieli wiedzieć, że na nich patrzy, bo tu i tam, chociaż bez przesadnego zacietrzewienia, wygrażali pięściami w powietrzu. Gesty te nie były skierowane przeciw Stormgrenowi, choć niewątpliwie chodziło o to, aby je zobaczył. Tak jak krasnale grożący olbrzymowi, tak i oni gniewnie potrząsali kułakami ku niebu, na którym pięćdziesiąt kilometrów wyżej niczym lśniąca, srebrna chmura wisiał flagowy statek floty Zwierzchników.



6 из 215