Dziewczyna otworzyła drzwi do schowka i wepchnąwszy mnie do środka, jedną ręką zaświeciła światło, drugą zaś zamknęła za sobą drzwi. Schowek okazał się szafą na ubrania. Nie było w niej jednak ubrań, wisiały tylko wieszaki i kilka kulek naftalinowych. To chyba nie jest zwykła szafa – pomyślałem. To pewnie jakieś tajne przejście albo coś w tym rodzaju. Cóż innego mogłoby tłumaczyć fakt, że oto ubrany w pelerynę zostałem wepchnięty do szafy?

Dziewczyna poszperała chwilę przy metalowym drążku, który znajdował się w kącie szafy i jak przypuszczałem, w ścianie przed nami ukazał się otwór wielkości bagażnika. W dziurze panowała ciemność, biło od niej mroźnym, wilgotnym powietrzem. Powiew ten nie należał do przyjemnych. Słychać też było coś w rodzaju szumu rzeki.

– Tamtędy płynie rzeka – powiedziała. Hałas sprawił, że jakoś łatwiej mogłem ją zrozumieć. Zdawało mi się, że mówi normalnie, a tylko szum rzeki zagłusza jej głos. – Proszę iść cały czas prosto, aż do wodospadu. Potem musi pan przejść pod wodospadem. Tam znajduje się laboratorium dziadka.

– Twój dziadek czeka tam na mnie?

– Tak – przytaknęła i podała mi dużą, mocną latarkę na pasku. Wcale nie miałem ochoty wchodzić do tej dziury, ale nie wypadało mi się wycofać, toteż zacisnąłem zęby i przełożyłem jedną nogę w głąb ciemnego otworu. Następnie pochyliwszy się do przodu, przecisnąłem na drugą stronę głowę, ramiona i drugą nogę. Akrobacja ta wykonywana w lepiącej się pelerynie groziła skręceniem karku, lecz jakimś cudem udało mi się przepchnąć na drugą stronę ściany. Spojrzałem na pochyloną w szafie dziewczynę. Gdy patrzyłem na nią przez gogle z głębi ciemnej dziury, wydała mi się niezwykle czarująca.

– Proszę uważać, nie oddalać się od rzeki, nie zbaczać z drogi. Cały czas prosto – powiedziała, zaglądając przez otwór w moją stronę.



19 из 388