– Dlatego wyszedłem po pana. Z Czarnomrokami nie ma żartów.

– To bardzo uprzejmie z pana strony – powiedziałem.

Po chwili marszu usłyszałem cichy plusk, jak gdyby ktoś nie zakręcił kranu. Wodospad! Nie zdołałem zobaczyć go w całości, ale sprawiał wrażenie dość dużego. Musiałby panować tu potężny huk, gdyby nie został zredukowany. Rozpryskująca się woda dokładnie zrosiła mi gogle.

– Mamy pod tym przejść? – upewniłem się.

– Tak – odparł. Bez dalszych wyjaśnień ruszył naprzód i zniknął za wodospadem. Nie było rady, pospiesznie uczyniłem to samo.

Przechodziliśmy wprawdzie w miejscu, w którym strumień wody był najsłabszy, lecz mimo to woda przygniotła nas do ziemi. Przy całej swojej dobrej woli pomysł, żeby przy każdym wejściu i wyjściu z laboratorium być zdanym – nawet w pelerynie – na uderzenia wodospadu, wydał mi się głupawy. Z pewnością miało to bronić dostępu do tajemnicy, ale chyba istnieją jakieś inne mniej dokuczliwe sposoby? Przewracając się pod wodospadem, z całej siły uderzyłem kolanem w skałę. W wyniku redukcji dźwięku równowaga pomiędzy dźwiękiem a rzeczywistością, która go wywołuje, została zachwiana, stąd moje rozkojarzenie. Wodospad powinien jednak wydawać dźwięk z właściwą sobie siłą.

Ciasny korytarz, który znajdował się za wodospadem i prowadził w głąb skały, zakończony był żelaznymi drzwiami. Mężczyzna wyjął z kieszeni przedmiot podobny do minikalkulatora i częściowo wsunął go do podłużnego otworu w drzwiach, przez chwilę manipulował przy pozostałej, wystającej części i jak należało oczekiwać, drzwi bezgłośnie otworzyły się do środka.

– Jesteśmy na miejscu. Proszę – wpuścił mnie przodem, wszedł za mną i zamknął drzwi na klucz. – Droga nie była pewnie lekka?

– Nie mogę zaprzeczyć – odparłem z rezerwą. Roześmiał się, jego śmiech brzmiał rubasznie i dziwacznie zarazem.

Obszerne pomieszczenie, w którym się znaleźliśmy, przypominało szatnię na basenie. Na półkach leżało z pół tuzina kompletów składających się z peleryny, kaloszy i gogli. Rozebrałem się, ociekającą wodą pelerynę powiesiłem na wieszaku, kalosze i gogle odstawiłem na półkę, a latarkę zawiesiłem na wieszaku przy ścianie.



24 из 388