
– Kiedy oswoisz się trochę z tym miejscem, idź do biblioteki – powiedział pierwszego dnia, kiedy się tu zjawiłem. – Biblioteki pilnuje dziewczyna, powiesz jej, że przyszedłeś czytać Stare Sny. Resztę wyjaśni ci sama.
– Stare Sny? – powtórzyłem bezwiednie. – A cóż to takiego te Stare Sny?
Strażnik za pomocą małego nożyka strugał z drewna coś w rodzaju klina albo drewnianego gwoździa. Odłożył na chwilę robotę, pozbierał ze stołu wióry i wyrzucił je do śmieci.
– Stare Sny to Stare Sny. W bibliotece znajdziesz ich mnóstwo. Weźmiesz do ręki któryś z nich i popatrzysz sobie.
Strażnik przyjrzał się uważnie kawałkowi drewna, który właśnie wystrugał. Zadowolony z dzieła, odłożył go na półkę obok dwudziestu podobnie zastruganych klocków.
– Możesz zadawać mi pytania, to twoja sprawa, ale czy ci odpowiem, czy nie, to już moja sprawa – powiedział, założywszy ręce za głowę. – Ja też nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania. W każdym razie masz chodzić codziennie do biblioteki i czytać
Stare Sny. To twoja praca. Zaczynaj o szóstej wieczorem i czytaj do dziesiątej albo do jedenastej. Dziewczyna przygotuje ci kolację. Pozostały czas możesz spędzać dowolnie. Rozumiesz? Skinąłem głową.
– Jak długo będę wykonywał tę pracę?
– Jak długo? Nie wiem. Tak długo, jak długo będzie to potrzebne – powiedział, po czym sięgnął po następny kawałek drewna i znów zaczął strugać.
– To małe biedne Miasto, nikt tu nie będzie trzymał darmozjadów. Każdy ma swoją pracę. Ty będziesz czytał Stare Sny w bibliotece. Nie przybyłeś tu chyba po to, żeby się rozerwać?
– Nie, oczywiście. Nie boję się pracy. Przeciwnie, wolałbym się czymś zająć, niż siedzieć tutaj bezczynnie – odparłem.
– To dobrze, bardzo dobrze – Strażnik pokiwał głową, wpatrując się w czubek noża. – W takim razie jak najszybciej zabierz się do pracy. Od tej pory będziesz nazywał się Czytelnikiem Snów. To twoje imię, tak jak ja mam na imię Strażnik. Zrozumiałeś?
