– Tak – powiedziałem.

– W Mieście jest tylko jeden Strażnik i tylko jeden Czytelnik Snów. To dlatego, że Czytelnikowi potrzebne są kwalifikacje. Muszę ci je zaraz nadać.

Powiedziawszy to, zdjął z półki na naczynia biały talerzyk i położył go na stole. Wylał na talerz trochę nafty i zapalił ją zapałką. Następnie wziął do ręki dziwny, płaski jak do masła nóż, opalił ostrze nad ogniem, po czym zdmuchnął płomień i ostudził nóż.

– Nie bój się. To nie będzie bolało.

Podniósł palcem moją prawą powiekę i zanurzył czubek noża w moim oku. Rzeczywiście nie czułem bólu, co dziwniejsze, nie odczuwałem nawet strachu. Nóż wbił się w oko jak w galaretę, bezgłośnie i miękko. Następnie Strażnik zrobił to samo z moim lewym okiem.

– Kiedy skończysz czytanie, rana zagoi się sama – powiedział, porządkując stół. – To znak, że jesteś Czytelnikiem Snów. Musisz teraz uważać na słońce. Pamiętaj, tymi oczami nie wolno ci oglądać słonecznego światła. Jeśli spojrzysz na słońce, zostaniesz ukarany. Oznacza to, że możesz wychodzić z domu tylko w nocy albo w dni pochmurne. W dni słoneczne zasłoń dobrze okno i nie wychodź z domu.

Dał mi okulary z czarnymi szkłami i polecił zdejmować je jedynie do snu. W ten sposób straciłem słoneczne światło.

Drzwi do biblioteki pchnąłem po raz pierwszy kilka dni później. Zaskrzypiały niemiłosiernie, a przede mną ukazał się długi prosty korytarz. Nie wietrzono tu od wielu lat. Podłoga była wklęsła od nóg, które po niej przeszły, a tynk na ścianach niemal żółty od światła lampy.

Po obu stronach korytarza ujrzałem kilkoro drzwi, wisiały na nich łańcuchy pokryte grubą warstwą kurzu. Tylko na jednych drzwiach nie było łańcucha. Miały dość delikatną konstrukcję i znajdowały się na samym końcu korytarza. Poprzez matową szybę zobaczyłem światło. Zapukałem do drzwi kilka razy, ale nie usłyszałem odpowiedzi.



37 из 388