Położyłem rękę na staroświeckiej mosiężnej klamce – drzwi otworzyły się lekko, niemal same. W środku nie było nikogo. Ogromny pusty pokój przypominał dworcową poczekalnię. Nie było w nim ani okien, ani mebli, stał tylko prosty stół, trzy krzesła i stary żelazny piec. Był jeszcze zegar ścienny i kantorek. Na piecu stał czarny emaliowany dzbanek, miejscami odchodziła z niego farba. Nad dzbankiem unosiła się para. Za kantorkiem znajdowały się jeszcze jedne drzwi, takie same jak te, którymi wszedłem. Również za tymi drzwiami ujrzałem światło. Zastanawiałem się przez chwilę, czy powinienem zapukać, lecz postanowiłem zaczekać.

Na kantorku leżała rozsypana garść spinaczy. Bawiłem się nimi jakiś czas, po czym usiadłem na krześle obok stołu. Po dziesięciu, może piętnastu minutach w drzwiach ukazała się dziewczyna. Trzymała w ręce klips do papieru. Spojrzała na mnie tak, jakby się trochę zdziwiła, i lekko się zaczerwieniła.

– Przepraszam – powiedziała. – Nie wiedziałam, że pan czeka. Trzeba było zapukać. Robiłam akurat porządek w sąsiednim pokoju. Wie pan, straszny tam bałagan.

Dłuższy czas przyglądałem się jej twarzy. Czułem, że znam tę twarz. Coś, głęboko na dnie mojej świadomości, poruszyło się nieznacznie. Nie byłem jednak w stanie tego pojąć – wszelkie słowa zamieniały się w popiół przy pierwszej próbie wyłonienia ich z ciemności.

– Jak pan widzi, nikt tutaj nie przychodzi. Nie ma tu niczego oprócz Starych Snów.

Pokiwałem głową, nie odrywając oczu od jej twarzy. Starałem się wyczytać coś z jej oczu, ust, wysokiego czoła, kształtu, w jaki upięte były jej włosy, lecz im dłużej przyglądałem się tym szczegółom, tym słabsze było poprzednie uczucie. Zrezygnowałem w końcu i zamknąłem oczy.

– Nie pomylił się pan przypadkiem? Budynki dookoła są tak do siebie podobne… – Dziewczyna położyła klips na stole. – Stare Sny może czytać tylko Czytelnik Snów. Nikt poza nim nie ma tutaj wstępu.

– Przyszedłem czytać Stare Sny. Polecono mi to w Mieście.



38 из 388