
– Ebi, ty sam kiedyś zajmowałeś się literaturą łacińską. Chciałeś być profesorem. Czyżbyś był homoseksualistą?
Rast wniósł tacę z kolejnym daniem.
– Drodzy państwo, oto baranina z ziołami, pieczone kartofle, sałatka z selera i kompot wiśniowy – Rast zbierał sprawnie naczynia, popędzany złym wzrokiem Irmgard. Wyszedł do kuchni i przywarł uchem do drzwi: tylko przenikliwy stukot sztućców.
– Moja droga – spokojny glos po chwili. – O tym ty chyba wiesz najlepiej.
– Stryju Ebi, co złego jest w badaniu literatury? – niespokojny tenor przechodził chwilami w falset. – Niech stryj wytłumaczy mojemu ojcu, że to nic złego. Stryj najlepiej wie, ilu wzniosłych chwil dostarcza nam poezja, jakich dzięki niej zażywamy rozkoszy… Sam stryj studiował Horacego i napisał o nim artykuł po łacinie… Nasz łacinnik, rektor Piechotta, bardzo sobie ceni te stryja uwagi…
– Ja myślę – syk gazu z otwieranej butelki towarzyszył zachrypniętemu głosowi, nadwerężonemu przez dziesiątki wczorajszych papierosów – że wykształcenie i wykonywany zawód nie zawsze idą ze sobą w parze, co widać na moim przykładzie…
– Przestań, Ebi, i mów po ludzku – stłumione beknięcie. – Ty zostawiłeś te bzdury, o których mówił Erwin, i wybrałeś pracę policjanta. Mów krótko: co jest lepsze dla chłopaka – poeta czy inżynier kolejowy?
– No, powiedz nam – rozkaprysiło się dziecko. – Wszyscy czekamy na rozstrzygnięcie tego interesującego dylematu.
– Inżynier – kęs został głośno przełknięty.
Rast uskoczył od drzwi, których Erwin omal nie rozwalił, wybiegając z pokoju. Gimnazjalista wcisnął na głowę czapkę, wbił się w nieco za ciasny płaszcz i wybiegł z domu.
– Oto deser, drodzy państwo: śląski makowiec – Rast podawał ciasto i kawę. Kiedy zabierał nietknięte kotlety sprzed biustu Sophie, zauważył, że w jej dłoni mocno drży papierośnica. Spojrzał na Sophie i wiedział, że to nie koniec nieprzyjemnego obiadu.
– Ciekawe, znam swojego męża od dwóch lat i dziś go po raz pierwszy nie poznaję – na policzkach Sophie pojawiły się lekkie rumieńce.
