A ona nie chce krzyczeć. Tak postanowiła: żadnych krzyków.

Kiedyś, dawno temu, gdy marynarzy oćwiczano sznurami, każdemu wtykano szmatę w zęby, żeby nie wrzeszczał. Ale minęły te dobre czasy. Teraz przed rozstrzelaniem w więziennych kazamatach wpycha się do ust gumową piłkę. A na świeżym powietrzu strzela się w ogóle bez knebla. Chcesz krzyczeć? Proszę bardzo, krzycz sobie do woli.

Ale przy biciu i łamaniu kości — odwrotnie, nie zatyka się ust. Wrzask jest pożądany, wręcz niezbędny. Taka moda: tortury bez wrzasków uważa się za nieudane. Niskogatunkowe. Jak piwo bez pianki.

Dziś zależy im bardziej niż zwykle, żeby tortury się udały. Żeby zaczęła krzyczeć. Dlatego powolutku podciągają wykręcone ręce.

W lesie króluje wiosna. Bezwstydna i rozpasana. Każda gałązka nabrzmiała jest wiosną. Szkoda tylko, że z jej zapachem miesza się woń pasty do butów. Woń wyglansowanych oficerek. Taki właśnie bucior uporczywie szturcha w zęby: no, pocałuj wreszcie.

I drugi głos, prawie czuły:

— No, całuj, głupia. Co ci zależy? Raz pocałujesz, zaraz cię rozwalimy i będzie po wszystkim. Przestaniesz się męczyć, a my zdążymy na mecz. A jak nie, to sama wiesz. Weźmiemy pod obcasy. Więc całuj po dobroci…

Minęły dawne, dobre czasy, kiedy mówiło się: Całuj dłoń kata. Teraz — całuj but.

Kiedyś skazanemu przysługiwał przed śmiercią ostatni kielich wina. Dziś przed egzekucją piją tylko oprawcy.

Po egzekucji też piją.

Cały zagajnik przesiąknięty jest zapachem wódy.

Ręce podciągnęli, aż zachrzęściło. Mieć choć jedną gałązkę w zasięgu. Wczepić się w nią zębami, by powstrzymać krzyk. Ale nie ma w pobliżu gałązki. Jest tylko mokry piach i stęchłe igliwie. A ręce tak wykręcone, że nie można wydychać powietrza.



2 из 237