
Był to dom, który zajmował od stu trzydziestu lat. Dom, który teraz nie spodziewał się jego powrotu i stawiał opór. Duch musi być albo bardzo potężny, albo wyjątkowo zdeterminowany, by taki opór pokonać, ale Windle Poons był przecież magiem od ponad stu lat. Poza tym przypominało to trochę włamanie do własnego mieszkania, gdzie mieszkało się przez długi czas. Człowiek wiedział, gdzie jest to metaforyczne, niedomykające się okno.
Krótko mówiąc, Windle Poons wrócił do Windle'a Poonsa.
Magowie nie wierzą w bogów w taki sam sposób, w jaki większość ludzi nie uważa za konieczną wiary — powiedzmy — w stoły. Wiedzą, że stoły istnieją, wiedzą, że istnieją w pewnym celu, prawdopodobnie zgodziliby się nawet, że mają swoje miejsce w dobrze zorganizowanym wszechświecie. Ale nie widzą sensu wiary, sensu powtarzania „O wielki stole, bez którego jesteśmy niczym”. W każdym razie albo bogowie istnieją niezależnie od tego, czy się w nich wierzy, czy nie, albo istnieją jedynie jako funkcja wiary. Tak czy tak, można zignorować całą sprawę i w szczególności nie jadać na kolanach.
Mimo to tuż obok Głównego Holu na Niewidocznym Uniwersytecie wybudowano niedużą kaplicę. Wprawdzie magowie całkowicie popierają nakreśloną powyżej filozofię, to jednak nie można odnosić sukcesów jako mag, jeśli nadeptuje się bogom na odciski, nawet jeśli owe odciski istnieją wyłącznie w sensie eterycznym lub metaforycznym. Bo chociaż magowie nie wierzą w bogów, to z całą pewnością wiedzą, że bogowie wierzą w bogów.
W owej kaplicy właśnie leżało ciało Windle'a Poonsa. Uniwersytet wymagał, by ciało leżało tu przez dwadzieścia cztery godziny — od czasu krępującego wypadku sprzed trzydziestu lat i dotyczącego zmarłego Prissala „Figlarza” Teatara.
Ciało Windle'a Poonsa otworzyło oczy. Dwie monety brzęknęły o kamienną podłogę.
Skrzyżowane na piersi ręce wyprostowały się.
Windle podniósł głowę. Jakiś idiota położył mu na brzuchu lilię.
