Postać powiedziała, że powinien przecież wiedzieć, że nie ma odwołania. Nigdy nie ma odwołania.

Śmierć zastanowił się przez chwilę.

ZAWSZE STARAŁEM SIĘ JAK NAJLEPIEJ WYKONYWAĆ SWOJE OBOWIĄZKI.

Postać podpłynęła bliżej. Przypominała trochę zakapturzonego mnicha w szarej szacie.

Powiedziała: Wiemy. Dlatego pozwalamy ci zatrzymać konia.


Słońce wisiało nad horyzontem.

Najkrócej żyjącymi istotami na Dysku były jętki, które wytrzymywały ledwie swoje dwadzieścia cztery godziny. Dwie spośród najstarszych zygzakowały bez celu nad wodami pełnego pstrągów strumienia. Dyskutowały o historii z młodszymi przedstawicielkami wieczornego wylęgu.

— Nie ma teraz takiego słońca jak dawniej — stwierdziła jedna z nich.

— Racja. Za dobrych, dawnych godzin miałyśmy słońce jak należy. Było całe żółte, a nie takie czerwone jak teraz.

— 1 było wyżej.

— Było. Racja.

— A poczwarki i larwy okazywały starszym szacunek.

— Tak było. Okazywały — przyznała z pasją druga.

— Myślę sobie, że gdyby w obecnych godzinach jętki lepiej się zachowywały, wciąż miałybyśmy porządne słońce. Młodsze jętki słuchały uprzejmie.

— Pamiętam — rzekła jedna z najstarszych jętek — kiedyś wszędzie wokół jak okiem sięgnąć ciągnęły się pola. Młodsze jętki rozejrzały się.

— To wciąż są pola — zauważyła jedna z nich, uprzejmie odczekawszy należną chwilę.

— Pamiętam, że kiedyś to były lepsze pola — odparła surowo stara jętka.

— Zgadza się — przyznała jej koleżanka. — I była tam krowa.

— Racja! Masz rację! Pamiętam krowę! Stała w tamtym miejscu przez dobre, boja wiem, czterdzieści, może pięćdziesiąt minut. Brązowa, o ile sobie przypominam.

— W tych godzinach nie ma już takich krów.

— W ogóle nie ma krów.

— A co to jest krowa? — zainteresowała się któraś nowo wykluta jętka.



5 из 242