Musimy łapać autobus na lotnisko — powiedział Don spoglądając na zegarek i pośpiesznie dopijając piwo. — Poranny samolot odlatuje za pół godziny. Mam nadzieję, że twoje rzeczy zostały już wysłane.

— W hotelu powiedzieli mi, że się tym zajmą.

— Dobrze. Sprawdzimy na lotnisku. Idziemy.

W pół godziny później Walter mógł znowu odetchnąć. Wkrótce miał się przekonać, że jest to charakterystyczne dla Burleya: nie przejmować się aż do ostatniej chwili, a potem nagle wybuchnąć gorączkową działalnością. Ten wybuch przeniósł ich z przytulnego baru do jeszcze cichszego wnętrza samolotu. Kiedy zajmowali miejsca, zdarzyło się coś, do czego Don wielokrotnie wracał myślą w ciągu kilku następnych tygodni.

— Siadaj przy oknie — powiedział. — Ja latałem tą trasą dziesiątki razy.

Odmowę Franklina uznał za przejaw uprzejmości i powtórzył propozycję. Dopiero kiedy Walter kilkakrotnie odmówił, za każdym razem z większą stanowczością, a nawet z oznakami zniecierpliwienia, Don zdał sobie sprawę, że zachowanie jego towarzysza nie wynika z uprzejmości. Wyglądało to nieprawdopodobnie, ale Don mógłby przysiąc, że tamten ma stracha. Co to za facet, który boi się usiąść przy oknie w zwyczajnym samolocie? Wszystkie ponure myśli na temat jego nowego zadania, które częściowo uległy rozproszeniu podczas rozmowy w barze, wróciły teraz z nową siłą.

Miasto i spalona słońcem plaża uciekły w dół, kiedy odrzutowe silniki wyniosły ich lekko w niebo. Franklin wetknął nos w gazetę z nagłym zaciekawieniem, które jednak ani na chwilę nie oszukało Dona. Postanowił trochę poczekać i przeprowadzić eksperyment podczas lotu.



18 из 205