— Po krasnoludzku! — zapiszczały artykuły żelazne.

— Po ludzku — poprawił wysoki elf, a piękność w toczku oparła głowę o jego ramię.


*****

— Hej, grajku — powiedziała Mama Lantieri, wkraczając do izby bez pukania, pchając przed sobą woń hiacyntów, potu, piwa i wędzonki. - Masz gościa. Wejdźcie, dostojny panie.

Jaskier poprawił włosy, wyprostował się w ogromnym rzeźbionym fotelu. Dwie siedzące na jego kolanach dziewczyny zerwały się szybciutko, zasłoniły wdzięki, naciągnęły rozchełstane koszule. Wstydliwość dziwek, pomyślał poeta, iście niezły tytuł dla ballady. Wstał, zapiął pas i włożył kubrak, patrząc na stojącego w progu szlachcica.

— Zaiste — rzekł — wszędzie umiecie mnie znaleźć, chociaż rzadko wybieracie stosowne po temu pory. Na wasze szczęście jeszcze nie zdecydowałem, którą z tych ślicznotek wolę. A przy twoich cenach, Lantieri, nie mogę sobie pozwolić na obie.

Mama Lantieri uśmiechnęła się wyrozumiale, klasnęła w dłonie. Obie dziewczyny — białoskóra, piegowata wyspiarka i ciemnowłosa półelfka w pośpiechu opuściły izbę.

Stojący w progu mężczyzna zdjął płaszcz, wręczył go Mamie wraz z małym, ale pękatym mieszkiem.

— Wybaczcie, mistrzu — powiedział, podchodząc i rozsiadając się za stołem. - Wiem, że nie w porę was niepokoję. Ale tak nagle zniknęliście spod dębu… Nie dogoniłem was na gościńcu, jak zamierzałem, nie od razu trafiłem na wasz ślad w miasteczku. Wierzajcie, nie zajmę wam wiele czasu…

— Zawsze tak mówicie i zawsze to bujda — przerwał bard. - Zostaw nas samych, Lantieri, dopilnuj, by nam nie przeszkadzano. Słucham was, panie.

Mężczyzna spojrzał na niego badawczo. Miał ciemne, wilgotne, jak gdyby załzawione oczy, ostry nos i nieładne, wąskie wargi.

— Nie zwlekając przystąpię do rzeczy — oświadczył, odczekawszy, aż za Mamą zamkną się drzwi. - Interesują mnie wasze ballady, mistrzu. Dokładniej, pewne osoby, o których śpiewacie. Zajmują mnie prawdziwe losy bohaterów waszych ballad. Wszakże, jeśli się nie mylę, to prawdziwe losy rzeczywistych osób były inspiracją pięknych utworów, których wysłuchałem pod dębem? Myślę o… O małej Cirilli z Cintry. O wnuczce królowej Calanthe.



19 из 285