— Tak, ale…

— Ach to?! — poklepał ręką eleganckie, lakierowane kopyto, wystające z nogawki spodni. — Niech. pan na to nie zwraca uwagi. Moda rodem z dawno minionego czasu. Znacznie wygodniejsze i bardziej eleganckie niż buciki.

Cragg odruchowo rzucił okiem na płaszcz, okrywaj ący plecy nieznajomego.

— Znowu to samo! — zachmurzył się gość i podniósłszy się z fotela zrzucił płaszcz. — Cóż, pytanie zupełnie na miejscu, jeżeli weźmiemy pod uwagę wszelkie brednie, które księża w ciągu wieków o nas wygadywali. Zdaję sobie sprawę, drogi doktorze, z całej wulgarności i niewłaściwości podobnego rodzaju doświadczeń, ale jeżelibym… To znaczy, że jeżeliby pan…

Słowem, jeżeli takie doświadczenie byłoby dopuszczalne z punktu widzenia przyzwoitości, to na własne oczy mógłby się pan przekonać, że nie ma nawet śladu ogona. Wszystko to jest wierutne kłamstwo! Zapewniam pana.

— Kim pan jest? — zapytał Cragg.

— Takim samym człowiekiem jak i pan — powiedział gość, znowu narzucaj ąc płaszcz i siadając na poprzednim miejscu. — Czy zdarzało się panu słyszeć o cykliczności rozwoju wszelkich przejawów życia?

— Zdarzało się. Rozwój wzdłuż spirali.

— Niechaj będzie wzdłuż spirali — zgodził się gość — to nie zmienia istoty rzeczy. Tak więc, pan i ja znajdujemy się na różnych gałęziach tej spirali. Jestem przedstawicielem cywilizacji, która poprzedzała waszą. To, co osiągnęła nasza nauka — nieśmiertelność poszczególnych ludzi, umiejętność kierowania czasem, jakieś triki z transformacj ą wszystko to w sposób nieunikniony wywoływało, w ciemnych umysłach ludzi waszego cyklu, zabobonne przekonanie o istnieniu jakiejś siły nieczystej. Dlatego też niewielu zachowanych do dziś przedstawicieli naszej ery woli nie afiszować się ze swoim istnieniem.

— Głupstwo! — powiedział Cragg.

— To niemożliwe!

— A gdyby na moim miejscu zjawił się przybysz z Kosmosu — spytał gość — czy uwierzyłby pan w realność tych odwiedzin?



12 из 328