
— Wjeżdżamy do Pennfield — powiedział szofer. Cragg otworzył oczy.
To było inne Pennfield. Jasno oświetlone okna wielopiętrowych domów migały po obu stronach ulicy.
— Do hotelu?
— Tak. Dobrze pan zna miasto?
Szofer popatrzył na niego ze zdziwieniem.
— Oczywiście! Już od wielu lat wożę tu narciarzy. Ze wszystkich ośrodków zimowych…
— Może pan pamięta, tu na górze mieszkał duchowny… Maleńki domek na samym szczycie.
— Umarł — powiedział kierowca. — Pięć lat temu. Teraz jest inny ksiądz, mieszka w mieście, obok kościoła. Zdarzało mi się,przywozić pasażerów i do niego… W różnych sprawach — dodał po chwili milczenia.
— Chciałbym przejechać się po mieście — powiedział Cragg.
— Dlaczego nie? — zgodził się szofer.
Cragg patrzył w okno. Nie, to zdecydowanie było inne Pennfield.
— Wystarczy, niech pan zawiezie mnie do hotelu. Obok przemknął stary budynek ratusza. Zegar na wieży wskazywał drugą godzinę.
Cragg poznał to miejsce. Tuż obok, na prawo, powinien być hotel.
— Jesteśmy na miejscu — powiedział szofer, zatrzymuj ąc samochód.
— To nie ten hotel.
— Innego tu nie ma.
— Dawniej był — powiedział Cragg patrząc na budynek. — Był drewniany, a potem na jego miejscu zbudowali ten.
— Jest pan o tym przekonany? Szofer wzruszył ramionami.
— Czemu miałbym panu głowę zawracać?
— W porządku — powiedział Cragg. — Może pan wracać, ja tu zostanę.
Wyszedł na chodnik.
— Przyjemnej jazdy — powiedział szofer chowaj ąc pieniądze do kieszeni. — Teraz jest świetny śnieg. Jeżeli pan potrzebuje dobrych nart, to radzę…
Cragg zrobił gest oznaczaj ący, że nie potrzebuje żadnych rad i zatrzasnął drzwiczki.
… W pustym hallu za kontuarem drzemała recepcjonistka.
— Chcę pokój na pierwszym piętrze z oknami na plac powiedział Cragg.
