
Cragg obudził się z dziwnym uczuciem ciężaru w głowie. Promienie porannego słońca biły w oczy, przenikaj ąc przez zamknięte powieki. Przewrócił się na bok usiłując przypomnieć sobie, co wydarzyło się wczoraj.
Zdaje się, że wczoraj razem z Ingrid jeździł na nartach przy świetle księżyca do drugiej w nocy. Potem, w hallu, powiedziała… Cragg poderwał się i zaczął pospiesznie naciągać wilgotny jeszcze od wczoraj sweter. Ech, do diabła! Zaspać w taki dzień!
Zbiegając po schodach o mało nie przewrócił wchodzącej na górę gospodyni w nakrochmalonym czepcu i oślepiająco białym fartuszku.
— Niech pan się spieszy, panie Cragg. — Na jej twarzy pojawił się dobrodusznie chytry wyraz. — Panienka już dawno na pana czeka. Niech pan uważa, żeby…
Cragg dwoma skokami pokonał pozostałe stopnie.
— Ingrid!
— Radzę ci dobrze, do zaręczyn go nie całuj! — zaśpiewała Ingrid, poprawiając fryzurę. — Niech pan lepiej usiądzie i napije się kawy. Muszę się przyznać, że już zaczęłam myśleć, iż pan pożałował swego nierozsądku i uciekł do miasta zastawiając oszukaną Małgorzatę.
…Gdy się jej udało postawić prawą nartę na śniegu, krzyknęła…
— Nie wiem, co mi się stało — powiedział Cragg, mieszaj ąc cukier. — Zwykle wstaj ę tak wcześnie…
— Źle się pan czuje?
— N-n-nie.
— Tęsknota za utraconą wolnością?
— Jak pani może, Ingrid!
— Proszę wobec tego nasmarować moje narty. Pojedziemy na górę wyciągiem i zjedziemy…
— Nie!! — Cragg przewrócił filiżankę na obrus. — Nie trzeba zjeżdżać na nartach!
— Co się z panem dzieje, Lynn?! — spytała Ingrid strząsając kawę z sukni. — Daję słowo, że pan jest chory. Od jak dawna?…
— Tam… — Zasłonił twarz rękami.
Omijając pień, ostro skręciła w lewo i straciła równowagę.
