
— Ale pan przecież… zna całą swoją przyszłość? Jakże więc pan może chronić się przed czymś takim?
— Chroni mnie przed niebezpieczeństwem właśnie to, że znam ją całą! O ile pan ma przed sobą — pozornie przynajmniej — wiele wariantów życia, o tyle ja mam tylko jeden i tego muszę się trzymać. Pan zresztą, podobnie, naprawdę ma jeden tylko wariant: ten, który pan przeżyje. Lecz przynajmniej łudzić się można wybieraniem wśród nieskończonej liczby możliwości. Ja wybierać nie mogę… Ile dałbym za to, by przypomnieć sobie choć kilka szczegółów z przeszłości, a zapomnieć to, co mnie czeka…
— Nie na wiele by się zdało. Gdyby nawet ktoś, kto znał pana dawniej, przypomniał jakieś szczegóły z pańskiego życia, to i tak zapomniałby pan o tym natychmiast! — powiedziałem.
— Ma pan rację… Ale… może to mogłoby mnie wyleczyć?…
Zamilkł na chwilę, a potem innym już tonem dosiał:
— Tak, już wiem, skąd będę znał pana twarz… Pan wyda tę świetną książkę, którą przeczytam za rok! Przypomniałem sobie, tam zamieszczą pańską fotografię. To naprawdę będzie bestseller) Czy pan już ją napisał?
Spojrzałem na niego, raz jeszcze zaskoczony. Czyżby czytał moje myśli? Telepatia czy co? Bo w tę całąjego prognozję, mimo wszystko, nie potrafiłem uwierzyć.
— Pan mówi, że to będzie dobra książka? Właśnie idę oddać ją do druku.
— To będzie pański sukces. Niestety, tak się jakoś złoży, że nie będę czytał następnych pana książek.
— A ta, o której pan mówi… Czy pamięta pan, o czym ona jest?
— Ależ oczywiście, doskonale pamiętam!
Szczególne będzie na mnie robiła wrażenie ta wspaniała sceneria planety, którą odkrywaj ą pańscy bohaterowie…
„Musiał zajrzeć mi w maszynopis, gdy przeglądałem tekst!” — pomyślałem.
