Meph wzruszył ramionami.

— Czemu tak dużo pijesz, Lynn? W twojej sytuacji… — W mojej sytuacji, drogi Ezra, szklanka mniej czy więcej już nie gra roli. Wczoraj badał mnie Winthrow.

— Teraz już poradzimy sobie sami, Mary — powiedział Meph. — Proszę nam zostawić keks i koniak.

Poczekał, aż pokojówka wyszła.

— Cóż więc powiedział ci Winthrow?

— Wszystko, co lekarz mówi choremu w podobnych przypadkach. Nalać ci? — Cragg sięgnął po butelkę.

— Tylko trochę — powiedział Meph.

Przez kilka minut milcząc obracał szklankę w palcach. — Wiesz przecież, Lynn, że najtrudniej znaleźć słowa pocieszenia. Zresztą nie zawsze są one potrzebne, szczególnie takim ludziom jak ty. Mimo to chciałbym, abyś mnie dobrze zrozumiał. Przecież w podobnych przypadkach jest jeszcze zawsze nadzieja…

— Daj spokój, Ezra — przerwał mu Cragg. — Nie rozumiem, czemu przyjaciele zwykle staraj ą się do cierpień fizycznych dodać jeszcze tortury nadziei.

— Dobrze, nie będziemy już o tym mówić.

— Wiesz przecież, Ezra — powiedział Cragg — że życie mnie nie pieściło. Ale jeśli bym mógł przeżyć raz jeszcze jedną, jedyną chwilę z przeszłości…

— Masz na myśli tę historię?… Cragg potakująco skinął głową.

— Nigdy mi o tym nie mówiłeś, Lynn. Wszystko, co wiem…

— Ja sam starałem się o tym zapomnieć. Niestety, nie potrafimy rozkazywać swojej pamięci.

— Zdaje się, że to się wydarzyło w górach?

— Tak, w Pennfield. Dokładnie czterdzieści lat temu. Jutro przypada czterdziestolecie mojego ślubu i mojego wdowieństwa. — Wypił duży łyk. — Właściwie byłem żonaty zaledwie pięć minut.

— I myślisz, że gdyby ci się udało powtórzyć te pięć minut?…

— Muszę się przyznać, że myślę o tym bez przerwy. Prześladuje mnie myśl, że wtedy… Mówiąc po prostu nie zachowałem się wtedy najlepiej. Były możliwości, których nie wykorzystałem.



9 из 328