— Ani czy pani McGarvey odzyskała wzrok — powiedział Morty.

— Tu jeszcze coś jest — powiedział Lou i znów zaczął głośno czytać: — „Ja, Harold D. Schwartz… niniejszym ogłaszam, oświadczam i czynię ten dokument moją Ostatnią Wolą i Testamentem, anulując tym samym wszystkie moje poprzednie testamenty i kodycyle kiedykolwiek sporządzone”.

— Nie! — krzyknął Willy. — Tylko nie to!

— „Zastrzegam sobie, że wszystko, co pod jakąkolwiek postacią stanowi mój majątek nie ulega podziałowi, zapisuję i zostawiam w spadku całość do wspólnego użytkowania przez moje potomstwo w równej części bez względu na generację”.

— Potomstwo? — spytała Emeralda.

Lou zawarł wszystko w jednym machnięciu ręką.

— To oznacza, że cały ten przeklęty zwariowany kram jest naszą wspólną własnością.

Oczy zebranych natychmiast zwróciły się w stronę łóżka.

— W równej części? — spytał Morty.

— Właściwie — odezwał się Willy, który był najstarszym z zebranych — to jest tak, jak w starym systemie. Najstarsi ludzie kierują sprawami mając kwaterę główną tutaj, i…

— Lubię takie gadanie — rzekła Em. — Lou należy się taka sama część, jak tobie, powiedziałabym nawet, że wszystko powinno przypaść najstarszemu, który jeszcze pracuje. Ty możesz sobie próżnować tu przez cały dzień, czekać na przekaz z rentą, a biedny Lou słania się ze zmęczenia, wykończony pracą i…

— A co byście powiedzieli na to, żeby spróbował ktoś, kto jeszcze nie miał do tej pory żadnego prywatnego życia zawołał gorąco Eddie. — Do diabła! Wy, starzy ludzie, mieliście chociaż w dzieciństwie swoje własne życie. Ja urodziłem się i wyrosłem w tych przeklętych koszarach w hallu! Cóż wy na…

— Taaak? — odezwał się Morty. — To prawda, że wszyscy mieliście ciężkie życie i moje serce krwawi z tego powodu. Ale spróbujcie dla draki przeżyć miodowy miesiąc w hallu!

— Cisza! — wrzasnął władczo Willy. — Kto otworzy gębę, spędzi najbliższe sześć miesięcy koło łazienki! A teraz wynocha z mojego pokoju! Chcę pomyśleć.



15 из 507